sobota, 26 września 2015

TB

 Rozdział Dedykuję mojej przyjaciółce Nikoli
która nie ma konta na blogerze
ale napewno to przeczyta
kocham cię :*
Wreszcie jest i to przed terminem! A na początek nominacje:
Zostałam nominowana przez Abi :) :* Wybrałam sobie temat Friendzone, Raura i na napisanie zostało mi jeszcze zdaje się 16 dni, ale dałam radę wcześniej,a teraz kogo nominuję:
- Klaudia Griac
- Abi
- Tinsley
- King JuLien
- Sashy Blog
- The Blogg

Kategoria: Od nienawiści do miłości/Szkolna miłość/Fantastyka/Przypadek
Paringi: Raura/Rydellington/Jelena/Ezria ( wiem wiem że to Selena i Justin i Aria i Ezra,ale chciałam żeby był większy wybór)
Czas: 06 Listopada

 "Love is beautyfull dream"
Zimno, mróz, zimno, mróz, zimno – powtarzała w myślach dziewczyna z przerwami na przeklinanie przyjaciółki, za to, że zachciało jej się spotykać w taki ziąb i siebie za to, że zgodziła się do niej przyjść i uparła się by założyć spódniczkę. Gdyby choć raz posłuchała swojej matki, ale nie 5 stopni na plusie, a ona idzie przez pół miasta w spódniczce. Rozejrzała się dookoła chcą przejść na drugą stronę ulicy, ale drogę zajechał jej motor, a na nim chłopak. Chłopak zdjął kask i okazał się być nieziemsko przystojnym blondynem z oszałamiającym szelmowskim uśmiechem na ustach, który ku jej zdziwieniu nie robił na niej wrażenia.
- Hej mała, chcesz dalej odmrażać swój zgrabny tyłek, czy zabierzesz się ze mną? - głos miał zmysłowy, a sposób w który się do niej zwracał bardzo ją denerwował.
- Wolę dalej odmrażać swój zgrabny tyłek niż patrze c ba twój krzywy ryj. - O tak chamskie odzywki i bycie nieziemsko wredną to co czego dość dobrze nauczyła się od swojej przyjaciółki – Seleny.
- Uuu pyskata. Lubię takie. Fajne włosy. - ku jej zdziwieniu nadal tu był, jakieś dziewięćdziesiąt procent mężczyzn po takim tekście by sobie odpuściła. Zdezorientowana popatrzyła na swoje włosy. No tak, były czerwone, co jej skutkiem eksperymentowania z farbami do włosów. Jej włosy w odcieniu bardzo jasnego czerwonego prezentowały się bardzo dobrze.
- To co wsiadasz, czy nie? - spytał, a ona z powrotem podniosła wzrok na niego.
- Wsiądę pod warunkiem, że nie będziesz mnie obmacywać, ani mi tego wypominać publicznie czy na osobności, bo robię tylko dlatego że strasznie pizga a ja mam na sobie spódniczkę. - uśmiechnął się zadziornie i swoim zmysłowym głosem powiedział:
- Kotku, niezła z ciebie dupa, ale jestem zajęty. Więc jedyne co mogę ci zaproponować to przyjaźń z małymi plusami. Wskakuj. - nie żeby uspokoiło ją to co mówił, po prostu miała już dość odmrażania sobie tyłka.
- Na coś jeszcze czekasz? -spytał lekko zniecierpliwiony, a ona popatrzyła na niego z założonymi rękami.
- A gdzie kask dla mnie? 
- Nie przesadzaj, to nie daleko przeżyjesz. - popatrzyła na niego z rezerwą.
- Jak przez ciebie zginę, pozwę cię w sądzie. - powiedziała lekko przestraszona i wsiadła.
- Napewno. - powiedział kpiąco.
- Napewno. - powtórzyła bezmyślnie, zaciskając powieki z całych sił i mocno obejmując go w pasie.
- Nie ściskaj tak mocno nie mogę prowadzić - powiedział rozbawiony, potrząsnęła głową i rozluźniła uścisk. To nie była jej pierwsza przejażdżka na motorze, jeździła już wcześniej z ojcem i  bratem. Była to jej pierwsza przejażdżka na motorze z obcym chłopakiem, bez kasku. Szalona i odważna Laura, bała się i to przejażdżki na motorze. To głupie, ale nie myślała teraz o tym. Jedyne o czym teraz myślała to, żeby dotrzeć bezpiecznie do domu przyjaciółki i ,że jej kierowca ma jest nie tylko nieziemsko przystojny, ale też dobrze umięśniony. Droga nie dłużyła jej się w nieskończoność tak jak się tego spodziewała. Wręcz przeciwnie, była przyjemna i krótka, za krótka. 
- Już jesteśmy. - powiedział tym samym rozbawionym tonem. Zsiadła z motoru i skierowała się do domu Seleny.
- Hej, a może jakiś buziak w ramach podziękowań i jeszcze jeden na pożegnanie. - Jeszcze czego - pomyślała.
- Nie mówiłeś przypadkiem, że masz dziewczynę?
- Nie dowie się. - znów ten piękny szelmowski uśmiech.
- Masz rację nie dowie się, bo żadnego buziaka nie będzie. - odwróciła się napięcie i ruszyła dalej.
- To powiedz chociaż jak masz na imię!- Przez chwilę biła się z myślami czy to dobry pomysł żeby zdradzać mu swoje imię.
- Laura! - krzyknęła zanim zniknęła za bramą posesji państwa Gomez.
***
No ja cie nie rozumiem, spotykasz swój ideał, wyzywasz go od najgorszych i nie wykazujesz żadnego zainteresowania. Przez dwa lata mi gęgałaś, że czekasz na swój ideał i gdy już go spotkasz to to będzie love forever. Spotkałaś i co? I gówno. Nie podoba ci się. Serio? No ja cie po prostu nie rozumiem kobieto, ale nawet nie będę próbować bo ty sama siebie nie rozumiesz. Nie wierzę w twoją głupotę. No i na co teraz będziesz czekała? Na kolejny ideał? To się nie doczekasz. Rzadko się że dziewczyna spotyka swój ideał a ty jak już spotkałaś to nic nie czujesz. Dramatyzujesz jak zwykle i tyle. - ciągnęła na jednym tchu swój wykład Selena. Była strasznie zła na przyjaciółkę, za zmarnowanie takiej szansy.
- Nie przesadzaj. - powiedziała wesoło Laura i uśmiechnęła się do przyjaciółki.
- A ty znowu nie przesadzaj. Kiedyś ci powiem, że umieram, a ty ,,nie przesadzaj” bo przesadzasz jak zwykle, przecież tylko umierasz i o co ta cała afera. - Laura roześmiała się głośno.
- No i z czego ty się znowu cieszysz?
- Z twojej głupoty. - Sel nachmurzyła się trochę, ale po otrzymaniu kuksańca w bok od przyjaciółki powiedziała:
- Nadal uważam, że powinnaś chociaż z nim spróbować taka okazja drugi raz się nie zdarzy,
- Mówisz o nim jakby to była promocja w supermarkecie. Nie zapominaj, że on ma dziewczynę.
- No bo to jest promocja pierwsza i ostatnia ww twoim życiu, Co z tego, że ma dziewczynę? Założę się, sądząc po jego zachowaniu, że nawet jej nie kocha.
- Sel … zrozum, że on mi się po prostu nie podoba.
- Nie za dużo ode mnie oczekujesz?- spytała znów wywołując śmiech przyjaciółki.
- To co oglądamy ten film?
- A przemyślisz jeszcze to?
- To akurat ci mogę obiecać. To co ,, Pitch Perfect” ?
- Spoko.
***
Szła znów przeklinając się w myślach. Dlaczego nie pomyślała by pożyczyć jakieś ciepłe spodnie od Seleny? Przecież to było oczywiste, że wieczorem będzie jeszcze zimniej.
- Nie ładnie tak uciekać be buziaka. - znów ten zmysłowy głos. Nawet nie musiała się odwracać żeby wiedzieć, że za nią stoi ten przystojny blondyn, który jak stwierdziła jej przyjaciółka to jej ideał.
- Śledzisz mnie? - spytała odwracając się do niego.
- Ja? Skoro cię tu przywiozłem to teraz muszę cię odwieźć. Łatwiej by było, gdybyś wcześniej zadzwoniła. Właśnie daj mi swój numer.
- Napewno - prychnęła z ironią. Tak i co jeszcze? Kilka godzin temu twierdził, że ma dziewczynę. Była oburzona jego propozycją, a właściwie rozkazem.
- Jesteś taka urocza, gdy się złościsz. - powiedział z tym samym wspaniałym szelmowskim uśmiechem, który może w innych okolicznościach sprawił by, że kolana jej zmiękły.
- Ugh, wiesz co już wolę wracać sama. - powiedziała wkurzona, odwróciła się napięcie i nieświadomie wdepnęła w błoto, poślizgnęła się i wylądowała w nim cała. Chłopak wybuchnął śmiechem.
- Cholerne błoto. No i z czego rżysz? - miała ochotę komuś walnąć, a konkretnie jemu, to wszystko przez niego. Przez niego upaprała sobie w błocie nową spódniczkę, płaszczyk i ... włosy. Kolejne przekleństwo. Wszystko tylko nie jej kochane gęste włosy.
- Powiem ci, że w brązowym ci do twarzy.- zakpił z niej.
- Zaraz wysmaruję cie tym błotem. - zagroziła i zbliżyła się chcąc wsiąść na motor.
- Co ty robisz?
- Chcę wsiąść na motor? - spytała ironicznie.
- Cała w błocie? Odpada. Rozbieraj się. - popatrzyła na niego jak na niedorozwiniętego. Chyba kompletnie mu odbiło, jest cholernie zimno a ona ma rozebrać się do bielizny i wsiąść z nim na motor? Tak stracił już wszystkie neurony.
- Kompletnie ci odbiło, nie rozbiorę się teraz do bielizny.
- Nie? Czyli wolisz wracać sama w nocy na piechotę półtora kilometra do domu cała w błocie i sądząc po tym smrodzie błocie z odrobiną gówna. - To zdecydowanie był najbezczelniejszy i najgłupszy chłopak jakiego kiedykolwiek poznała, ale miał rację. Zaczęła się powoli rozbierać, nigdy w życiu nie było jej tak zimno.
- Przysięgam, że jak będziesz podglądał albo komuś o tym powiesz wysmaruję cię błotem. - nigdy w życiu nie była tak wkurzona. Ten koleś doprowadzał ją do szału, był bardziej denerwujący niż jej przyjaciółka, a to trudne. Gdy była już w samej bieliźnie trzęsąc się wsiadła na motor i objęła go mocno.
- Powiem ci, że twój tyłek bardzo ładnie wygląda w tych czarnych koronkowych majtkach.
- O nie tym razem przegiął – pomyślała.Walnęła go mocno zaciśniętymi dłońmi w plecy.
- Nie ładnie, nie ładnie. Tak się odwdzięczać za to co dla ciebie robię. - pokręcił z rozczarowaniem głową – Ale, mogę ci to wybaczyć za dodatkowego buziaka, Czyli łącznie już trzy. - prychnęła.
- Widać, że z matmy jesteś beznadziejny.
- A co?Proponujesz mi korepetycje? - spytał figlarnie poruszając brwiami. Znów prychnęła.
- Jeszcze czego. Dobra koniec tej bezsensownej dyskusji bo czuję, że jak za chwilę nie pojedziemy zamarznę. - nic już nie odpowiedział. Wsiadła na motor i objęła go mocno. Zamknęła oczy, już się nie bała. I gdyby nie to, że było jej cholernie zimno, rozkoszowałaby się tą przejażdżką. Naprawdę lubiła jazdę na motorze, ale jedyne o czym teraz myślała to by jak najszybciej znaleźć się w domu.
Zatrzymali się, zsiadła i ruszyła do domu.
- A ty znowu, ani nie podziękujesz ,ani się nie pożegnasz. Nie ładnie – pokręcił głową.
- Bo tym razem nie mam nawet za co. - wzruszyła ramionami i okryła się ubłoconym płaszczem. - To przez ciebie wpadłam w błoto. - wycedziła przez zaciśnięte zęby.
- Mówiłem ci, że gdy się złościsz tak uroczo marszczysz nos? Ale te trzy buziaki i tak musisz mi dać.
- Napewno – prychnęła.
- Jesteś uzależniona od słowa na pewno i od prychania? - spytał kpiąco.
- A co nie mogę? - spytała zła, a on podniósł ręce w geście obrony.
- To o której jutro po ciebie przyjechać? - spytał uśmiechając się. Dopiero teraz zauważyła, że gdy się uśmiecha robią mu si takie urocze dołeczki w policzkach.
- Nie wiem czy jutro gdzieś idę. - odwzajemniła uśmiech.
- Dojdziesz do domu czy potrzebujesz pomocy? 
- O mnie się nie martw, ja sobie radę dam. -zawołała. Zamknęła za sobą furtkę i odwróciła się do niego
- I nie rób takiej żałosnej miny - westchnęła - 15: 30.
Patrzył jeszcze chwilę jak znika w podwórku, uśmiechnął się triumfalnie i odjechał.
***
- Wróciłam! - zawołała zdejmując buty w korytarzu.
- Widzę, że pamiętasz Rossa. -uśmiechnęła się do niej matka. Popatrzyła na nią zdezorientowana. 
- Ross chłopiec, który podwiózł cię do domu. 
- Musiało ci się coś pomylić mamo. Tego chłopaka poznałam dzisiaj. - sprzeczała się dziewczyna pewna swego. Chyba by pamiętała, że poznała tego kretyna wcześniej.
- Nie skarbie, my i państwo Lynch byliśmy kiedyś sąsiadami. A ty i Ross najlepszymi przyjaciółmi.
- Serio? - jęknęła zawiedziona.
- Tak. Pamiętam jak powtarzał, że bardzo cię kocha i kiedyś zostaniesz jego żoną, a ty, że będzie najlepszym mężem na świecie.
- Musiałaś mi to mówić? - jęknęła jeszcze żałośniej, na co matka tylko się zaśmiała i poszła do kuchni. Ja i ten kretyn najlepsi przyjaciele? To chyba jakiś żart - myślała.
On moim mężem? - wzdrygnęła się. Po moim trupie... chociaż niezły jest ... Po moim trupie - powtórzyła w myślach już mniej pewnie.
***
- To nie jest śmieszne Ashley - powiedziała Laura chcąc zabrzmieć poważnie.
- Oj nie dąsaj się już tak, przecież wiem, że ciebie też to śmieszy. - uśmiechnęła się szeroka, ale Laura nie mogła tego zobaczyć przez telefon. - ,, Będziesz najwspanialszym mężem na świecie, ohhh Ross '' - powiedziała udając jej głos. Przyjaciółki wybuchły śmiechem.
- Jesteś głupia, ale serio Selena też się śmiała z tej tragedii.Przecież będzie mi to wypominał przy każdym spotkaniu - pożaliła się.
- Aha! Czyli jednak chcesz się z nim jeszcze spotkać! - powiedziała zadowolona oskarżycielskim tonem.
- Jaa ... No bo ... Spadaj! - zaśmiały się.
- Laura masz takiego przystojniaka to nie czekaj tylko się za niego bierz.
- Ashley nie rozumiesz, że on mnie tak nie pociąga, chociaż to mój "ideał". Możemy się tylko przyjaźnić koniec kropka. - zarządziła stanowczym tonem kończąc temat i zanim przyjaciółka zdążyła się sprzeciwić, powiedziała zaciekawiona:
-Powiedz lepiej co u ciebie i Caleba.
***
- To ten. - wskazała ręką wysokiego bruneta.
- Hmm - podrapał się po brodzie udając zamyślonego. - Znam go. To Wesley Smith, jeździ na motorze, często chodzi imprezy i co tydzień ma nową. Typowy podrywacz. Łatwizna.
- Aha, to ciekawe co zrobisz geniuszu, żeby to potrwało dłużej niż tydzień. - powiedziała wyzywająco.
- Spokojnie kotku, to akurat jest najłatwiejsze. 
- Mhm a co jest trudne?
- To żebyś przestała być taka łatwa. Właśnie takie dziewczyny zostawia po tygodniu. - opadła jej szczęka i to dosłownie. Jedyne co zdołała z siebie wydusić to :
- AHA?!
- Taka prawda, strasznie łatwo cie zdobyć. No na przykład ja , przeze mnie wpadałaś w błoto, a ty co? Zaprzyjaźniasz się ze mną i jeszcze czasami dajesz mi prezenty w postaci buziaków.
- Dobrze w takim razie przestanę. - powiedziała będąc nadal oburzona.
- Ale dlaczego? To był tylko przykład. - jęknął, a ona tylko wzruszyła ramionami.
- Czyli co mam przejść obojętnie kręcąc tyłkiem, uśmiechać się do ciebie, jego olewać i pocałować cię namiętnie? Jesteś pewien, że tak zachowuje się trudno dostępna dziewczyna, Ross?
- Tak, jestem. A teraz idź już i nie marudź.  Kto tu jest podrywaczem? - już nic nie powiedziała, tylko zrobiła to co jej kazał. Miał rację.
***
Była tak bardzo szczęśliwa. Pierwszy raz w życiu wszystko układało się po jej myśli. W szkole dobrze sobie radziła, rodzice byli z niej zadowoleni niczego się nie czepiali, miała die wspaniałe przyjaciółki i najlepszego przyjaciela z którymi często się widywała i zawsze świetnie bawiła i wspaniałego chłopaka już od dwóch miesięcy. Jedyne czego się bała, to to, że ta sielanka niedługo może się skończyć. Przeglądała się w lustrze uśmiechając się do siebie. Wybierała się na imprezę z Seleną i Wesem, Ross też miał się pojawić. Miała na sobie Niebieską koronkową bluzkę na długi rękaw, dżinsowe ciemne krótkie spodenki i jasno niebieskie sandały na wysokim koturnie z paskiem na kostce, jej włosy lekko pofalowane nadal czerwone też prezentowały się nieźle. To będzie wspaniały wieczór. - powiedziała sobie w myślach i poszła otworzyć drzwi.
***
Rozglądał się już od jakiegoś czasu po klubie, szukając jej wzrokiem. Obiecał sobie, że dzisiejszego wieczoru powie jej co do niej czuje. Powie jej, że od początku mu się podobała, ale jakiś miesiąc temu gdy wygłupiali się oglądając film w jego pokoju zrozumiał, jak bardzo ją kocha. Żałował, że nie powiedział jej na początku, że mu się podoba. Nigdy nie zakochałaby się w tym całym Wesie i byłaby tylko jego. Zobaczył Selenę, stała rozmawiając z krzesełkiem, widać było, że sporo wypiła, czyli Laura pewnie też. Chociaż nie, ten goguś ciągle ją pilnuje, nawet nie może się na imprezie zabawić. Podszedł do niej:
- Selena?
- O matko święty mikołaj!? O tej porze?! A co ty tu robisz? - powiedziała chwiejąc się. No tak to jest jak nikt jej nie pilnuje.
- Nie, to ja Ross. Widziałaś Laurę? Muszę z nią porozmawiać.
- A o szym święty mikołaj będzie z nią roz ... rozma.... rozmawiać. 
- Wiesz gdzie jest?
- Z Wesem przy barze, ale zaczekaj - złapała do za rękaw - dostanę tego kucyka na święta?
- Tak tak dostaniesz, ale idź już do domu dziecko. - pokiwała głową i zasalutowała mu.
- Tak jest sierszancie.
Ruszył przez parkiet, przeciskając się przez tłumy. Zobaczył ją stała odwrócona, ślicznie wyglądała. Była z nim, pocałowała go. Już miał podejść, kiedy z ruchu jej ust wyczytał jak mówi 'Kocham cię"
 Za późno - pomyślał. Za długo zwlekał. Był wściekły na siebie, na niego i na nią.  Musiał wyjść, odstresować się. Szybko przecisnął się przez tłum  nie zawracając uwagi na innych. Wsiadł na motor i odjechał. Kocha go - pomyślał, co jeszcze bardziej go rozwścieczyło, przyśpieszył. Nigdy nie będzie moja - znów przyspieszył. Nie kocha mnie - jechał teraz z maksymalną prędkością, chcąc pozbyć się całej złości jaka w nim była. Dlaczego musiała zakochać się w tym kretynie, a nie w nim? Na rękach by ją nosił. Był jej najlepszym przyjacielem, męskim odpowiednikiem Seleny, wiedział o niej wszystko. Z nikim nie byłoby jej tak dobrze jak z nim. Ale to już się nie liczyło, jego uczucia się nie liczyły, bo ona kochała innego. Była dla niego wszystkim, a kiedy stracił szansę na bycie z nią, stracił sens życia.
***
Kochała go, naprawdę go kochała i cieszyła się, że to wyznanie ma już za sobą. Gdyby  ktoś kilka miesięcy temu powiedział jej, że będzie chodziła z Wesem, wyśmiałaby go. To wszystko dzięki Rossowi, był taki kochany. Miała nadzieję się z nim dziś zobaczyć, niestety nigdzie go nie widziała. Ale za to zobaczyła Selene, całującą się z jakimś przystojnym szatyn. No tak, nie pilnowała jej dziś i Sel kompletnie się zalała. Przynajmniej nie zarywała krzesła,to by był dopiero wstyd.
- Selena ! - zawołała podchodząc do niej.
- Lauraa! - zawołała radośnie omal się nie przewracając.
- Tak, też się cieszę, że cię widzę kochana. Mogę wiedzieć kim ty jesteś? - spytała a właściwie rozkazała zwracając się do szatyna.
- Ja jestem Brad - no i nie zrozumiał.
- A skąd sie znacie?
- Z nią? Nie znamy się. Stałem sobie i piłem drinka, aż tu nagle podeszła do mnie i zaczęła całować, a że niezła z niej dupa to nie protestowałem. - miała ochotę mu przyłożyć, ale odpuściła zważając na stan przyjaciółki.
- Widziałaś  Rossa? - spytała dziewczynę.
- Świętego Mikołaja? Tak, pytał o ciebie. Przyznaj się co przeskrobałaś, wydawał się być zdenerwowany.
- Naprawdę? Dawno to było? Gdzie on teraz jest?
- Ale ja nie wiem, bo ja nie umiem liczyć - zaśmiała się sama z siebie - A Święty Mikołaj nawiedził mnie 10 minut temu, powiedziałam mu gdzie zawędrowałaś i tam poleciał.
Skoro wiedział gdzie jestem dlaczego nie podszedł, tak bardzo chciałam z nim porozmawiać - pomyślała.
- Skoro wyszedł już dzisiaj tu nie wróci i nie uda na się go znaleźć. Chodź, jedziemy do domu. - powiedziała do Seleny.
- Cooo? Nie, ja chcę się bawić. - powiedziała niczym przedszkolak, krzyżując ręce na piersiach.
- Nie marudź, idziemy. - powiedziała stanowczo i nagle zjawił się Wes.
- Gdzie tak długo byłaś? - spytał, ale nim zdążyła otworzyć usta dodał - Nie ważne. Chodź idziemy tańczyć. - pociągnął ją ręke.
- Nie, Wes. Wracam do domu, Selena jest kompletnie pijana.
- No i co z tego? Nie jejsteś jej niańką, poradzi sobie - mocniej zacisnął palce na jej ręce.
- Nie, ale jestem jej najlepszą przyjaciółką i zabieram ją do domu.
- Jeżeli teraz z tond wyjdziesz, z nami koniec. - powiedział poważnie.
- Nie spodziewałam się tego po tobie, ale jeśli już każesz mi wybierać. Wybieram Sel.
Był wyraźnie zaskoczony jej decyzją, ale udawał niewzruszonego.
- Spoko. I tak mi się już znudziłaś. - zabolało, ale przecież nie mogła rozryczeć się na środku dyskoteki.
- No i co się tak patrzysz? Już, zjeżdżaj.- powiedziała łamiącym się głosem, chcąc zabrzmieć stanowczo i groźnie do Brada.
- A dasz mi chociaż jej numer?
***
Minęły kolejne miesiące, nastał czerwiec. Tak jak się tego spodziewała sielanka skończyła się tak szybko jak się zaczęła i to w wieczór, który miał być jednym z najwspanialszych w jej życiu. W wieczór w, który pierwszy raz wyznała chłopakowi miłość i kiedy wszystko się skończyło.Wes z nią zerwał i okazało się, że nic dla niego nie znaczyła, Ross od tamtego wieczoru unikał jej jak ognia. Zawsze, gdy chciała z nim wyjść miał tysiące wymówek, nie odpowiadał na telefony, maile ... Bardzo cierpiała, jakby nie było dość żle, że ukochany ją zostawił to jeszcze najlepszy przyjaciel ja olewał. Dziś miało odbyć się ognisko, na które choćby się waliło i paliło obiecał się przyjść, tak bardzo jej zależało na jego obecności, że gdyby ją wystawił serce by jej chyba pękło. Miała nadzieję, że będzie dobrze i to będzie udany wieczór, tym bardziej, że miała być też Sel ze swoim chłopakiem ( Bradem z dyskoteki) i Ashley, która miała u niej nocować. Tak bardzo się za nią stęskniła, nie widziały się już dwa tygodnie, za Seleną zresztą też ostatnio ciągle spędzała czas z Bradem. Po zerwaniu jej przyjaciółki bardzo ja wspierały, pomogły jej co je jeszcze bardziej do siebie zbliżyło. Gdyby jeszcze one ja zostawiły, nie poradziła by sobie. Przejrzała się w lustrze, chciała dzisiaj dobrze wyglądać, dla niego. Zadzwonił dzwonek, to Ashley - uśmiechnęła się do siebie, że za chwilę spotka się z przyjaciółką.
***
Była szczęśliwa. Świetnie się bawiła w towarzystwie przyjaciół, właśnie siedziała z Ash przy ognisku, zapadał zmrok. Uśmiechała się patrząc na widok Seleny przekomarzającej się ze swoim chłopakiem, szczęśliwej.Jeszcze bardziej ucieszyła ją, że Ross już tu jest idzie, żeby się z nią spotkać.
- Laura? 
- Tak Ashley?
- Kochasz go? Wybacz, że o to pytam, ale uśmiechasz się tak pierwszy raz od zerwania. 
- Hmm ... Wiesz, że traktuję go jak brata i trudno byłoby mi na niego spojrzeć jak na kogoś więcej, ale rzeczywiście gdy sobie pomyślę, że zaraz się z nim zobaczę czuję coś dziwnego w brzuchu, a może to grypa żołądkowa. - zaśmiały się. Zobaczyła go, wyprzystojniał, był taki seksowny, mimowolnie przygryzła dolną wargę. Zauważył ją, uśmiechał się tak jak kiedyś i dopiero wtedy zrozumiała jak bardzo za nim tęskniła. I szczerze nie miałaby nic przeciwko, gdyby teraz wziął ją w ramiona. Zrozumiała, że go kocha, tak bardzo go kocha, a on kocha ja..Popatrzyła na Ashley, wymieniły się uśmiechami, a z jej spojrzenia wyczytała "Powodzenia". Wstała, dzieliło ich już tylko jakieś 10 metrów i czar prysnął to nie ona była tą do której się uśmiechał. Namiętnym pocałunkiem przywitał rudowłosą dziewczynę.
- Część Lau. Poznaj moja dziewczynę. - o boże pomyliła się, już za późno. NIE - krzyknęła kompletnie zrozpaczona w myślach.
 BUM! Wszystko zniknęło jak bańka mydlana. Ross, Ashley, Selena, ognisko ... Była w swoim pokoju, siedziała na łóżku zdezorientowana, lana potem i nagle zrozumiała to był tylko sen nigdy nie poznała żadnego Rossa, nie chodziła z Wesem. To tylko sen. Piękny sen. Przeczesała ręką włosy. Popatrzyła przez okno, nie zapowiadało się, że będzie ciepło, a tak bardzo chciała założyć swoją nową spódniczkę do Seleny. A może ... Tak założy ją.
Wychodząc z domu miała wrażenie, że dzisiejszy dzień będzie wyjątkowy i wyjątkowo zimny.
Nawet nie wiedziała jakie miała szczęście, dostała od losu drugą szansę, druga szansę na znajomość z pewnym przystojnym blondynem ...
***********************************************************************************
Hejka :* :* Wiem wiem, straaasznie długo mnie nie było, ale byłam pewna że w drugiej gimnazjum będzie łatwiej, a tu juz dostałam dwie pizdy, ale nie ważne bo jak sie zacznę rozpisywać o mojej edukacji to zrobi drugie opowiadanie, a jestem już mega zmęczona i mam do przeczytania na dzisiaj 150 stron książki niby nie dużo ale jednak. Chciałam was też przeprosić że nie komentowałam, ale pomiędzy odrabianiem lekcji a uczeniem się z koleżanka historii postaram się to nadrobić. Wiem może być trochę błędów, ale jak już mówiłam jestem zmęczona i pewnie większości błędów nie zauważę, a chcę wam to dodać dzisiaj bo strasznie was zaniedbałam. A propo jeśli chodzi o rozdział to jak już mówiłam byłam strasznie zajęta, bo ogólnie nauka i jeszcze do tego muszę czytać książki na konkurs z polskiego, ale obiecałam sobie że znajdę chociaż jeden dzień w tygodniu żeby coś napisać, bo nie mam zamiaru rezygnować.
Za nominacje nie musicie dziękować też was kocham :3
No to ja się żegnam, gorąco pozdrawiam do napisania kochani :* :*







4 komentarze:

  1. Dziękuje bardzo za nominacje :))
    Nawet nie wyobrażasz sobie jak sie ciesze :)))
    <3<3<3<3<3 :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. What the Ross?!
    Ale, że ja?! ;-;
    Takie beztalencie... ;(
    ŚWIETNY ONE-SHOT! PO PROSTU TAKI OCH ACH I ECH.
    To dziwnie brzmi...
    Ale chodzi mi o to, że jest Wspaniały :D
    Dziękuję za nominację.
    Postaram się na nią odpowiedzieć jak najszybciej i jeszcze cię powiadomię ;)
    Pozdrawiam,
    Sashy ♫

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie ma za co :*
      Cieszę się, że ci się podobał. Będę czekała na info
      Pozdrawiam :3

      Usuń