piątek, 19 lutego 2016

Rozdział IX

Oczami Angel
Mam wrażenie, że moja głowa zaraz eksploduje. I tak strasznie mnie suszy.Jezuu! Nigdy więcej alkoholu i imprez. Nigdy. Szybko podniosłam powieki, ale od razu je zamknęłam.
- Niech ktoś zasłoni te cholerne okna. - wymamrotałam. Po raz kolejny podniosłam powieki, tym razem wolniej i mrużąc oczy. Podniosłam się, Vanessa leżała na łóżku obok oglądając telewizję. Popatrzyła na mnie z chytrym uśmiechem i otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale ją wyprzedziłam.
- Nie będę z tobą rozmawiała dopóki nie przyniesiesz mi wody, kawy i jakiejś tabletki.- nic już nie powiedziała, tylko z uśmiechem wyszła z pokoju. Przysięgam nigdy więcej alkoholu. Kilka minut później wróciła z wodą i tabletką, którą od razu zażyłam.
- A gdzie moja kawa? - skrzyżowałam ręce na piersiach i przechyliłam głowę, a Vanessa zrobiła to samo.
- Robi się, księżniczko.- Boże dlaczego ona tak strasznie krzyczy? Przeszłam ją lodowatym spojrzeniem.
- Coo, księżniczkę boli główka? - kocham ją, ale ją zabije.
- Może idź już lepiej po tą kawę. - syknęłam, a ona wyszła kręcąc głową. Schowałam twarz w dłoniach i głęboko odetchnęłam. Zaczęłam sobie przypominać wczorajsze popołudnie, wieczór ... Cholera, znowu narozrabiałam. Po jaką cholerę się z nim całowałam, dlaczego poszłam z nim na tą imprezę. Sama nie wiem czy jestem bardziej wściekła, rozczarowana czy smutna. Po raz kolejny się  co do niego pomyliłam. To było do przewidzenia, w ogóle się nie zmienił. Nigdy więcej mu nie zaufam. Poczułam zbierające się pod moimi powiekami łzy. Nie,nie, nie! Ze złośnicy zmieniłam się w zimną sukę, przez niego, a teraz z zimnej suki zmieniam się z jakąś rozryczaną idiotkę, przez niego. Chcę wreszcie przestać płakać, jestem już tym zmęczona.
- Angel ... - usłyszałam głos przyjaciółki. Wytarłam łzy i popatrzyłam na nią.
- Jest w porządku, naprawdę. - Tak mi wstyd, ja znowu się mażę,a ona po mimo gorszych zmartwień od dawna nie uroniła łzy. Zazdroszczę jej tej siły, którą w sobie ma.
- Przecież wiem, że wcale nie jest w porządku. Wiem, że wczoraj po raz kolejny cię zawiódł i bardzo cię to zabolało, bo mimo wszystko, kochasz go. Ale wiesz, że to zapatrzony w siebie dupek, więc nie płacz więcej przez niego i wypij tą cholerną kawę. - podała mi kubek, upiłam łyk napoju i uśmiechnęłam się do niej.
- Właśnie tego potrzebowałam.- odwzajemniła uśmiech.
- Wiesz, że przez ciebie niedługo wywalą mnie ze szkoły? To już drugi dzień po rząd. - przewróciłam oczami i popatrzyłam na nią z miną "serio?".
- Od kiedy ty jesteś taką chętna do nauki?
- Ja? Ja kocham się uczyć. - powiedziała i posłała mi ten jej przebiegły uśmiech.
Oczami Laury
Przez ten sen bałam się jeszcze bardziej, że Matt mnie zostawi, a tego bym nie zniosła. Jednak nie było go tam na korytarzu gdzie widziałam go w śnie. Lekcje ciągnęły mi się w nieskończoność, a gdy wreszcie się skończyły chciałam od razu do niego pojechać,bo dowiedziałam się,że był zmęczony tymi meczami wyjazdowymi i został dzisiaj w domu. Ale była jeszcze próba, z Rossem i nie mogłam dziś znów jej olać. Dlatego niechętnie poszłam na salę gimnastyczną, gdzie czekał już na mnie Ross.
Był wkurwiony, bardzo wkurwiony. 
- Miło, że postanowiłaś dzisiaj zaszczycić mnie swoją obecnością. Spóźniona. - powiedział oschle, mierząc mnie spojrzeniem. No tak, miałam dziś na sobie ciuchy Angel.
- Ross ... - zaczęłam z wahaniem, a on szedł w moją stronę - wczoraj byłam ...
- Mam w dupie co wczoraj robiłaś. Mnie się nie wystawia, zapamiętaj to sobie Marano. - powiedział przerywając mi i cały czas idąc do mnie, a ja powoli się wycofywałam. 
- Nie wystawiłam cię ja po prostu, nie mogłam wczoraj przyjść i zapomniałam cię powiadomić. - w sumie to nie wiem, dlaczego się tłumaczę. Może, dlatego, że patrzy się na ciebie i gada jak psychopata. - podpowiada moja podświadomość. Oh zamknij się.
- A co, wrócił książę z bajki i musiałaś polecieć do niego i dać mu dupy? - spytał głosem ociekającym jadem, a mnie zatkało. Normalnie dałabym mu w twarz i nawrzeszczała, ale moja pewność siebie gdzieś wyparowała.
Poczułam jak moje plecy stykają się z ścianą, a Ross był tak blisko, że czułam jego miętowy oddech na twarzy.Cholerna ściana.
- Coś ci powiem, Marano. - wyszeptał niskim głosem, aż zadrżałam. - Nie znasz mnie, nie wiesz do czego jestem zdolny, więc lepiej następnym razem nie zapominaj o naszych próbach, bo twój pedalski chłoptaś może tego pożałować. - Jezu, on właśnie groził mojemu chłopakowi, bo ominęłam jedną głupią próbę, a ja nic. Nie byłam w stanie nawet się ruszyć.
- A teraz wybacz księżniczko, ale dzisiaj to muszę cię wystawić. - Pocałował mnie w szyje, a potem musnął lekko moje usta i wyszedł. Stałam tak chyba z dziesięć minut analizując całą sytuację, byłam oszołomiona. Takiego Rossa nie znałam i nie wiedziałam czy taki mi się podoba. Gdy wreszcie doszłam do siebie, wyszłam ze szkoły i pojechałam prosto do domu Matta. Po drodze starałam się uporządkować cały ten mętlik w głowie, ale jakoś nie byłam w stanie trzeźwo myśleć.
- Dzień dobry - powiedziałam ciepło uśmiechając się do mamy Matta.
- Dzień dobry. - zawsze bardzo ją lubiłam, kibicowała mi i Mattowi.
- Mogę wejść?Matt u siebie?
- Tak, pewnie wejdź. Siedzi w swoim pokoju. - powiedziała, a ja weszłam i szybko wspięłam się po schodach. Zapukałam i nie czekając na odpowiedź, weszłam do pokoju.
- Laura ... - powiedział z wahaniem, wstając z fotela. Jezu, nie! Mam wrażenie, że on chce ze mną zerwać, gdyby wszystko było w porządku  normalnie by się ze mną przywitał.
- Matt czy ty chcesz ze mną zerwać? - spytałam po prostu. Wole wiedzieć na czym stoję. Miałam taką ogromną nadzieję, że zaprzeczy, weźmie mnie ramiona i zapyta jak mogę opowiadać takie głupstwa, ale zamiast tego nerwowo przeczesał palcami włosy i zbliżył się do mnie tak, że dzieliło nas jakieś pół metra.
- Lau ja ... nie wiem. - co? Takiej odpowiedzi się nie spodziewałam. Jak on może nie wiedzieć czy ze mną zrywa?
- Jak to nie wiesz? Nie rozumiem. Wyjeżdżasz na mecz między nami jest świetnie, po kilku dniach wracasz, unikasz mnie, jesteś oschły i nie wiesz czy ze mną zrywasz. Czy możesz mi wytłumaczyć o co w tym wszystkim chodzi, bo nie rozumiem? - nie wiem dlaczego ale byłam bardziej wściekła niż smutna, przecież mój chłopak  chyba właśnie ze mną zrywał.
- Laura, po prostu dowiedziałem się, że gdy mnie nie było dużo się działo z twoim życiu i sam nie wiem co o tym myśleć. Chyba powinniśmy sobie zrobić przerwę. - a jednak zabolało jak cholera, gdy to powiedział. Przecież nic takiego nie zrobiłam przez ten czas, oprócz tego, że dostałam dwie groźby ... No tak, to pewnie sprawa tej dziwki.
- Dostałeś jakąś anonimową wiadomość, tak? O to chodzi?
- Laura .. - Serio ciągle tylko Laura i Laura. Jeżeli on chce przerwy przez Sarę.. zabije sukę.
- Przestań, nie musisz co chwile powtarzać mojego imienia znam je. Po prostu mi odpowiedz.
- Tak dostałem wiadomość, o  tym, że kiedy mnie nie było zbliżyłaś się do jakiegoś Rossa i że powinienem sobie już ciebie odpuścić. - Głupia suka, udało jej się wreszcie dopiąć swego, Matt będzie jej.
- I jak widzę bez wahania posłuchałeś tego popieprzonego stalkera? - poczułam jak łzy spływają mi po policzkach, nie wytrzymałam.
- Laura - wyszeptał i popatrzyłam mu w oczy, zobaczyłam w nich współczucie, litość. Tego było za wiele, bez słowa wybiegłam z jego domu. Usiadłam w samochodzie za kierownicom i dałam upust emocjom. W głowie miałam kompletny mętlik, wiedziałam tylko jedno: trzeba było się wreszcie coś zrobić z Sarą. Wyjęłam telefon i wystukałam wiadomość do dziewczyn:
 Za piętnaście minut bd w internacie musimy pogadać to pilne !!!
**********************************************************************************
Cześć kochani !
Dzisiaj rozdział krótki i według mnie beznadziejny, jakoś mi nie szło to pisanie. Wiem obiecałam wam dużo Raury, ale pod wpływem chwili i wyszło nawet lepiej niż to co wcześniej planowałam. Jeszcze raz przepraszam za jakość tego rozdziału, ale obiecuje, że następny,który pojawi się na dniach będzie dużym zaskoczeniem,lepszy i zakończy serię, część nie wiem jak to powiedzieć, ale w każdym razie rozdział 11 będzie się dział po bodajże miesięcznym przeskoku czasowym. A i wpadłam na pomysł, po dodaniu rozdziału 10 pojawi się ankieta, liczę że weźmiecie udział. A teraz musze już lecieć, miłego weekendu misie :*
Pozdrawiam xx


niedziela, 31 stycznia 2016

Rozdział VIII

Rozdział z dedy kacją dla Chelsy Nowi ,Zawsze Uśmiechniętej i Seleny Gomez

Oczami Vanessy
Zemdlałam? I nagle wszystkie wydarzenia wróciły do mnie jak w kalejdoskopie.Groźby, słowne utarczki, bójka, zemdlenie ... Leżę i czuje jak czyjeś ciepłe wargi dotykają  moich, chcę zareagować, dowiedzieć się do kogo należą te wspaniałe usta, ale nie jestem w otworzyć oczu, moje powieki są takie ciężkie. Nie wiem ile to trwało, dla mnie minęły wieki zanim udało mi się zmusić moje powieki do współpracy. Nie podniosłam się od razu, chwilę leżałam wpatrując się w sufit i doszłam do wniosku, że znajduję się w sali do zajęć teatralnych. Powoli podniosłam się i moje przypuszczenia okazały się być prawdziwe. No bo do kogo mogły by należeć takie wspaniałe miękkie usta? Oczywiście, że do tego przystojnego, zakazanego mężczyzny, którego tak bardzo pożądam. Ahh dlaczego jest tak idealny, że nie jestem w stanie się mu oprzeć? Miał taką piękną twarz, brodę zdobił kilkudniowy zarost, który tak  bardzo mu pasował, nieco wyżej te perfekcyjnie wykrojone prowokujące mnie usta, które układały się w chytry uśmiech, przenikliwe orzechowe oczy i ciemne potargane włosy w których tak bardzo pragnęłam zatopić palce.
- Dlaczego to zrobiłeś? - spytałam chłodno przeszywając go ostrym spojrzeniem.
- Byłaś nieprzytomna. - uśmiechnął się szelmowsko - Powiedzmy, że to było sztuczne oddychanie. - zdumiona uniosłam brew.
- Usta-uta? 
- Mhmm - mam wrażenie, że ta rozmowa zboczyła na flirciarskie tory, a do tego nie powinnam była dopuścić.
- Dlaczego jesteś dla mnie miły? Chcesz się ze mną przespać o to ci chodzi? Muszę cię rozczarować, ale  wbrew opinii jaką mam w tej szkole nie puszczam się na prawo i lewo. - chyba powiedziałam coś śmiesznego, bo w odpowiedzi otrzymałam jego śmiech.
- Naprawdę myślisz,że tylko dlatego jestem dla ciebie" miły"? - spytał rozbawiony - Gdybym naprawdę bardzo chciał cie zerżnąć zrobił bym to już, ale nie tylko o to chodzi. - rozchyliłam usta ze zdziwienia i  przez chwile wpatrywałam się w niego w całkowitym osłupieniu. Można by rzec, że opadła mi szczęka, no bo kto by się spodziewał takiego teksu po tym czarującym chłopaku.
- To jaki jest właściwy powód? - spytałam i udało mi się  nawet powiedzieć to beznamiętnie. 
- Vanessa ... Jesteś piękna, inteligentna, masz cięty języczek i jednocześnie jesteś taka wyniosła, urocza i po prostu kocham sposób w który kłamiesz, odwracasz wtedy wzrok i lekko przygryzasz wargę. Bardzo cię lubię, czy to ci nie wystarcza? - bardzo głębokie pytanie panie Marin, szkoda tylko, że nie znam odpowiedzi.  Bardzo mnie lubi, jezu, są tylko dwa słowa, które mogły by przebić te trzy wspaniałe przed chwilą przez niego wypowiedziane. Ale bez względu jak bardzo cieszy mnie to wyznanie muszę zachować pokerową twarz. Wzruszyłam, więc tylko obojętnie ramionami.
- Cholera - krzyknęłam przypominając, że z ostawiłam przyjaciółkę z tym kretynem.
- Co się stało? - spytał wyraźnie zmartwiony Liam, ale zignorowałam go i szybko wybrałam numer Angel.
- Angel gdzie ty kurwa jesteś? Martwię się, odezwij się szybko. - może szybko odsłucha wiadomość i oddzwoni. Mam tylko nadzieje, że jej nie odwaliło i nie jest z nim. Bo znając ją .... Nie, nie nie! Muszę ją znaleźć.
- Po tej cholernej bójce źle się czułam i  zostawiłam Angel z Bradem, potem zemdlałam i ona teraz nie odbiera. Muszę ją znaleźć, nie chce żeby zrobiła coś głupiego. - nie wyglądał już na zmartwionego, teraz uśmiechał się chytrze.
- Vanessa czy nie sądzisz, że to co mieli zrobić już zrobili? -no tak typowy facet.
- Nie, nie sadzę. Jeżeli nie chcesz nie musisz ze mną jechać, poradzę sobie. - odburknęłam. Nie będzie mi palant łaski robił.
- Oj już nie złość się tak - uśmiechnął się szeroko. - Muszę z tobą jechać , kto by cię wtedy uratował przy upadku przed kolejnym omdleniem? - już miałam ciętą ripostę, ale w porę ugryzłam się w język.
- W takim razie możemy już iść? - spytałam zniecierpliwiona.
- Panie przodem - powiedział z uśmiechem.
- I tak nie poruchasz Marin - powiedziałam złośliwie wychodząc z sali i usłyszałam jak mówił cicho:
- Nie byłbym tego taki pewien Marano.
 Oczami Angel
Czułam się wręcz odurzona, muzyką, jego zapachem, alkoholem i oczywiście adrenaliną, która była głównym powodem mojego  bezmyślnego zachowania. Niczym zahipnotyzowana zmysłowo poruszałam się na parkiecie przywołując spragnione spojrzenia mężczyzn. Brad był tuż obok, czułam to co chwilę prowokująco się o niego ocierając. Faceci są nieskomplikowani, nie musiałam więc być geniuszem żeby wiedzieć, że doprowadzałam go do szaleństwa swoim zachowaniem. Z jednej strony wiedziałam, że źle robię, ale z drugiej nie mogłam się oprzeć. Bo przecież gdzieś tam w głębi duszy pod grubą warstwą złośliwości i ironii, wciąż byłam tą samą beznadziejną romantyczką. 
- Zaraz wrócę - wyszeptałam mu do ucha i tanecznym krokiem ruszyłam w stronę toalet, cały czas czując na sobie jego spragnione spojrzenie. Kiedy stałam już przed lustrem, a obok mnie jakaś wytapetowana lafirynda, postanowiłam sprawdzić telefon. Odsłuchałam wiadomość Vanessy i odczytałam SMS-a od siostry. Cholera no i jestem w kropce, jeżeli nie oddzwonię Ness mnie zabije, a jeżeli to zrobię zaciągnie mnie na siłę do domu. Moje rozmyślania przerwał telefon, Vanessa i zanim zdążyłam to rozważyć bezmyślnie odebrałam.
- Ja pierdole An, wiesz jak ja się kurwa martwiłam? Gdzie ty kurwa jesteś, bo w internacie i domu cię nie ma. Błagam powiedz, że się z nim nie przespałaś? - no to ładnie jest strasznie wkurwiona skoro już używa mojego starego przezwiska. Co ja mam jej powiedzieć?
- Vanessa ... Jestem w klubie i nie jeszcze się z nim nie przespałam. Spokojnie. - wybełkotałam. Cholera po co to powiedziałam.
- Mam być spokojna?! No i jeszcze jesteś najebana, no zabije go. Gdzie jesteś? -  nie mogę jej powiedzieć, wszystko by zepsuła. 
- W tym klubie na przedmieściach? - cholera skąd ona to wie?
- Ness ... Ja ...
- Będę najszybciej jak się da. - no i co ja mam teraz zrobić? Przyjedzie, zrobi awanturę, narobi wstydu i zaciągnie mnie do domu. Cholera, cholera, cholera ... Schowałam telefon i postanowiłam się przewietrzyć, tak strasznie kręci mi się w głowie. Zanim wyszłam słyszałam jak ktoś mnie woła albo tylko mi się wydawało ...  Na zewnątrz było już kompletnie ciemno i strasznie zimno. Czułam się jakbym bardzo dużo wypiła, a przecież wypiłam tylko dwa małe drinki. Sama nie wiem ile ile stałam na dworze, ale nagle pojawiła się Vanessa i była bardzo wkurzona. Ale w sumie było mi wszystko jedno, kompletnie nie obchodziło mnie co się zaraz stanie.
- Czy ty sobie kurwa zdajesz sprawę jak bardzo się kurwa martwiłam?! Ja prawie osiwiałam a ty się po klubach rozbijasz z tym kretynem?! - wzruszyłam ramionami z rękami skrzyżowanymi na piersiach i zauważyłam, że nie jesteśmy same obok stali Liam i Brad.
- No i jedyne co teraz potrafisz zrobić to wzruszyć ramionami? Ty jesteś kompletnie nieodpowiedzialna! - jezu a ta dalej krzyczy, mam daleko i głęboko wszystko co do mnie mówi, więc tylko przewracam oczami, a reszta wykładu brzmi dla mnie tak:
- Bla bla bla bla ... - zacznie bardziej interesujące wydawały się być moje paznokcie, które wnikliwie obejrzałam i sama nie wiem dlaczego ale wybuchnęłam śmiechem.
- Dosypałeś jej coś do drinka?! Przyznaj się kretynie! - Kiedy wreszcie przestałam się śmiać a Vanessa wrzeszczeć poczułam, że mi słabo.
- Chyba zaraz zemdleję - powiedziałam a nogi miałam jak z waty.
- Teraz?- zapytali jednocześnie. Ale to było ostatnie co usłyszałam, zemdlałam.
Narrator 
 Czworo nastolatków spędzało czwartkowy wieczór w szpitalu po tym jak Angel zemdlała. I jak się okazało przyczyną omdlenia było podanie jej tak zwanej pigułki gwałtu. Vanessę, gdy tylko to usłyszała szlak trafił, ponieważ myślała, że to Brad naćpał jej przyjaciółkę. Czerwona ze złości wybiegła z sali i praktycznie napadła na Brada.
- Ty pojebany kretynie!Naćpałeś ją żeby się z tobą przespała. - krzyczała i  jednocześnie wyrywając się Liamowi.
- A ty mnie kurwa puść! Nie obiję jego krzywej gęby, nie dzisiaj - powiedziała lodowato. To co zrobił .... Przesadził, mogła to zgłosić na policje.
- Ness spokojnie, to na pewno da się jakoś wyjaśnić ... 
-  Nie mów tak do mnie - syknęła - To, że muszę tolerować cię na próbach nie znaczy, że się przyjaźnimy. Poza  salą do zajęć teatralnych nie waż się do mnie zbliżać. A ty nigdy więcej nie zbliżaj się do Angel, nie dzwoń, nie pisz. To koniec - ostatnie dwa słowa odbijały się echem w głowie Liama, gdy wściekła dziewczyna szybkim krokiem szła w przeciwną stronę, aż wreszcie zniknęła w jednej z sal. Stracił tą cudowną dziewczynę, która znaczyła dla niego tak wiele przez głupotę przyjaciela.
 - Po chuj to zrobiłeś?! Nie mogłeś po prostu znaleźć sobie innej laski? 
- Nie rozumiesz, że to kurwa nie ja? - odpowiedział rozzłoszczony i uderzył pięścią w ścianę. Liam usiadł na jednym z krzeseł i nerwowo przeczesał palcami włosy. Ciszę przerwał dźwięk SMS-a.
- Czego kurwa? - warknął brunet.

Dzięki, że wziąłeś to na siebie ;)
Pozdrów Angel xx

- Mówiłem, że to nie ja. - powiedział cicho Brad.
- To kto to kurwa wysłał?
- Nie wiem. 
- Musimy to pokazać dziewczynom. - oznajmił Liam.
- Wiem, ale jutro i najlepiej Rydel. - przyjaciel kiwnął głową i w ciszy wrócili do domu.
Oczami Rydel
Całe wczorajsze popołudnie wariowałam, dziewczyny nie odzywały się cały wieczór i kiedy wreszcie to zrobiły o 21, Vanessa napisała tylko:
Śpimy w internacie. 
No i jeszcze Laura, jak tylko weszłyśmy do domu moich rodziców zamknęła się w pokoju Angel i wyszła dopiero rano, gdy wychodziłyśmy do szkoły. Wyglądała na wystraszoną, ale gdy ją o to spytałam powiedziała, że wszystko jest w porządku. Martwię się o nią, od kiedy zobaczyła tą groźbę jest blada jak ściana i tak dziwnie się zachowuje. A nad ranem, gdy się obudziłam i poszłam napić wody, wydawało mi się, że słyszę jak wrzeszczy. Jak tylko weszłyśmy do szkoły powiedziała, że musi coś załatwić i po chwili już jej nie było. Pojawiło się za to tych dwóch kretynów, Liam i Brad i opowiedzieli mi co się wczoraj wydarzyło. Byłam zła  o tą bójkę i przede wszystkim o pigułkę, ale powiedzieli mi o tej  wiadomości. I naprawdę im wierzyłam, wierzyłam, że oni też je dostają, ale żadnej wiadomości tam nie było. I kompletnie już nie wiedziałam co myśleć , co robić, ale miałam przeczucie, że nie kłamią, czułam to....
Oczami Laury
Jestem w szkole, wreszcie jest piątek, dzień powrotu mojego chłopaka z wyjazdu. Tak bardzo się cieszę, że wreszcie go zobaczę. Żegnam się z Rydel i szybko przemierzam szkolny korytarz. Widzę go, stoi ze znajomymi , śmieją się, rozmawiają. Tak bardzo za nim tęskniłam. Zmierzam w jego kierunku, ale na drodze staje mi Ross.
- Widzę, że muszę ci przypomnieć, że wczoraj mieliśmy próbę i nie obchodzi mnie dlaczego cie nie było.  Dzisiaj masz przyjść. - oznajmia lodowato i odchodzi. Kompletnie nie mam teraz do tego głowy, teraz liczy się tylko Matt. Odwraca się jest uśmiechnięty, dostrzega mnie i już się nie uśmiecha. Patrzy na mnie z pogardą odwraca się i odchodzi. A ja czuję wszech ogarniającą mnie rozpacz i słyszę dwa słowa, słowa które zadają tyle bólu : To koniec. I zaczynam wrzeszczeć nie zważając na nic.
- NIE!!! 
I nagle obudziłam się zlana potem i szczęśliwa, że to był tylko sen. To tylko sen ...

**********************************************************************************
Cześć kochani :*
Tym razem nie pisałam rozdziału, aż miesiąc, udało się łał
Mam dziś niestety ostatni dzień ferii a jutro od samego rana zaczynam sprawdzianem także bardzo fajnie, a wy przed feriami , kończą się wam czy zaczynają? Rozdział jest długi, a przynajmniej tak mi się wydaje. Jest malutki fragmencik z waszą upragnioną raurą, której w następnym rozdziale pojawi się dużo więcej. Piszcie co sądzicie i co u was :3
Pozdrawiam
Do napisania xx

 



 

 




czwartek, 7 stycznia 2016

Rozdział VII

- No i co to niby kurwa ma być? Baśnie i bajki autorstwa Sary Smith? - Vanessa, Rydel i Angel były strasznie zdenerwowane treścią wiadomości, którą otrzymały w przeciwieństwie do Laury, która całkowicie przerażona kucała trzymając się za głowę.
- Popieprzona suka- skwitowała gniewnie Rydel. Dziewczyny stały obok siebie wpatrując się w przerażoną przyjaciółkę.
- A co jeśli ona naprawdę wie? - spytała cicho Laura. - Co jeśli była tam tamtej nocy i wszystko widziała? - spytała głośniej podnosząc się. - Będziemy skończone - wyszeptała.
- Laura nawet jeżeli ta suka coś wie nic nie powie. Ona po prostu chce się nas pozbyć, tak aby stała się jedyną królową tej szkoły i dziewczyną Matta. - powiedziała gorzko Angel z zamyślonym wzrokiem. - Ale nie pozwolimy jej na to. - przez chwilę panowała głęboka cisza.
- Laura powiedz im - powiedziała cicho Rydel.
- Co? - zapytała Vanessa wpatrując się w nią natarczywie.
- Co masz nam powiedzieć? - powtórzyła. Laura przełknęła głośno ślinę zbierając się na odwagę, popatrzyła na nie i powiedziała:
- Wczoraj ... dostałam anonimową groźbę, że jeśli nie zostawię Matta wszystkie tego pożałujemy. - Angel i Vanessa wymieniły porozumiewawcze spojrzenia.
- I dlaczego nam nie powiedziałaś? - znów spuściła wzrok.
- Nie chciałam was denerwować i sama miałam z nią pogadać,ale wyszło tak że tego nie zrobiłam.
Angel zacisnęła usta w linię i wciągnęła powietrze, nie chciała krzyczeć na przyjaciółkę szczególnie widząc w jakim stanie była.
- Następnym razem masz nam powiedzieć, słyszysz Lau? - powiedziała spokojnie Vanessa. "Czyli będzie następny raz?" spytała w myślach , ale pokiwała tylko głową ze spuszczonym wzrokiem.
- Chyba będziemy musiały złożyć wizytę naszej koleżance Sarze.Ness?
- Pewnie - uśmiechnęła się przebiegle. Serce Rydel krzyczało "nie!", ale nie odzywała wiedziała,że nie mogą tak tego zostawić, i wiedziała, że ktoś musi zająć się przerażoną Laurą. Angel i Ness idealnie nadawały się do takich rozmów. Więc wymieniła tylko z nimi porozumiewawcze spojrzenia i westchnęła.
- Chodź Lau, pojedziemy do domu. Nie nadajesz się już w tym stanie do lekcji. - Laura nic nie powiedziała tylko uścisnęła dłonie przyjaciółek i wyszła za Rydel.
*Kilka minut później* toaleta dla dziewczyn
Toaleta szkolna była pierwszym miejscem o którym pomyślały, taka snobka-psychopatka poprawia makijaż ciesząc się, że udało się jej je nastraszyć. I tam właśnie ją znalazły przeglądała się w lustrze i śmiała z czegoś co powiedziała jej "przyjaciółka".
- No proszę proszę, Sara Smith snobka i psychopatka, która bezskutecznie próbuje zakryć swój trąd. - powiedziała chłodno Vanessa kładąc ręce na biodrach. Blondynka zmierzyła je wzrokiem i zaśmiała się drwiąco.
- Ja psychopatka? I mówi najlepsza luksusowa prostytutka w LA i jej najlepsza zdzirowata przyjaciółka wiedźma?
-  Suko skończ już  pieprzyć i powiedz po chuj to robisz. I może najpierw zapytaj koleżanek czy przypadkiem nie ma ochoty na spacer. - Sara skrzyżowała ręce na piersiach i zacisnęła usta w linię.
- Nie wiem jak wy, ale ja nie mam żadnych tajemnic, więc Emily zostanie. I może wreszcie przestałybyście pierdolić i powiedziały o co wam kurwa chodzi.- Angel ze złością przewróciła oczami i popatrzyła na nią z "politowaniem".
- Nie udawaj większej idiotki niż jesteś i powiedz po chuj przysyłasz te "groźby". -  Tym razem to Sara popatrzyła na nią z politowaniem.
- Groźby? Jakie kurwa groźby?
- Belli już się pozbyłaś i teraz chcesz pozbyć się i nas, żeby wreszcie być tą jedyną najważniejszą?
Sara uśmiechnęła się przebiegle.
- Z tego co wiem to twoja pojebana siostrzyczka wypchnęła ją za burtę.
- Wszystkie tutaj wiemy,że to ty miałaś największy motyw, więc odpierdol się od Laury i lepiej powiedz po chuj to robisz. - Sara przewróciła oczami.
- Czy jesteście naprawdę aż tak tępe? Nie wysyłałam wam żadnych "gróźb".
- Mów co chcesz, ale jak zrobisz to jeszcze raz zniszczymy cię dziwko.
- Naprawdę myślisz,że boję się dziwki, która daje wszystkim nauczycielom w szkole?- Angel nie wytrzymała. Sara złapała się za czerwony, bolący policzek, jej oczy zabłyszczały ze złości.
- Ty szmato, zapłacisz mi za to.- Rzuciła się na nią, Vanessa nie wiedziała co robić, i nagle z jednej kabin wyszła Rachel zdezorientowana sytuacją.
- Szybko biegnij po kogoś same ich nie odciągniemy. - I Rachel wbiegła, Vanessa na próżno próbowała odciągnąć przyjaciółkę. Nagle w łazience pojawił się Brad z jakimś chłopakiem, którego nie mogła rozpoznać za bardzo kręciło się jej w głowie.  Brad z tam tond zabrał Angel, a ona wyszła za nimi.
- Co tam się wydarzyło? - Vanessa pierwszy raz widziała go takiego zaszokowanego, Angel nadal była wciekła.
- Opowiedziałabym ci, ale jakoś mi słabo. Odwieziesz Angel?
- Pewnie. Na razie.
- Cześć.
Vanessa
Od kiedy Angel uderzyła Sare wszystko potoczyło się tak szybko, czułam jakbym miała zemdleć i całe szczęście nie stało się tak. Co mogło się stać gdyby Brad. Ohh tak  strasznie kręci mi się w głowie. Usiadłam na jednej z ławek na korytarzu. Sprawdziłam telefon, miałam jedną nową wiadomość od Delly. Zawiozła Laurę do domu jej rodziców i zastanawia się czy wszystko u nas w porządku. Skłamałam, że tak i już wracamy do domu. Schowałam telefon i zdążyłam przejść kilka kroków i usłyszałam ten piękny dźwięk. Dźwięk jego głosu, odwróciłam się,uśmiechał się do mnie, był taki przystojny i na wyciągnięcie ręki. I nagle widziała już tylko czerń, zemdlała...
- O kurwa
Angel
Byłam tak strasznie wściekła, na niego, na siebie i przede wszystkim na tą dziwkę. To co powiedziała o Ness ... Ona nic nie wie, nie zna prawdy. Nie miała prawa mówić takich rzeczy. To już było za dużo, wybuchłam. I jeszcze ten ćwok pozwolił, żeby pojechała sama do domu, przecież ledwo trzymała się na nogach i była blada jak ściana. Ja nie mogłam nic  powiedzieć, nie byłam w stanie.
- Po chuj to zrobiłeś? Nie potrzebowałam pomocy. - pokręcił głową z niedowierzaniem i uśmiechnął się.
- A ty jak zwykle milutka. Ja ci ratuję życie, a ty mi tak dziękujesz. - przekrzywiłam głowę i skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Jakoś sobie nie przypominam, żebym krzyczała : ratunku!
- Zawsze byłaś taka niewdzięczna?
- A ty zawsze byłeś taki brzydki?
- A ty od urodzenia masz taką niewyparzony język?
- A ty urodziłeś się już taki wkurwiający?
- Mogłabyś wreszcie zamknąć swoją piękną buźke.
- I vice versa. - po raz kolejny tego dnia mój poziom adrenaliny sięgał zenitu.
- Zajebiście .- mruknęłam.
- Zajebiście.
Wciągnęłam głośno powietrze, czułam,że zaraz wybuchnę.
 - Żebyś wiedział jaki ty jesteś irytujący. -  powiedziałam.
- A ty jak bardzo mnie wkurwiasz. - odpowiedział. 
Atmosfera między nami, która była jak bańka mydlana właśnie pękła, wybuchła. Brad pchnął mnie na ścianę, przycisnął mi ręce do ściany nad moją głową, zacisnął palce na nadgarstkach i popatrzył mi w oczy.
- Pragnę tego od kiedy zobaczyłem cię na korytarzu kilka dni temu. - wyszeptał mi zmysłowym głosem do ucha muskając je lekko wargami, aż zadrżałam z podniecenia.
A ja ciebie od kiedy zobaczyłam cię na tej lekcji informatyki kilka lat temu. - pomyślałam, ale nic nie powiedziałam. To, że się wzajemnie pragnęliśmy wiedziałam i bez tego. To nic nie zmieniało. Odcisnął mocno swoje wargi na moich i lekko przygryzł moją wargę, jęknęłam z rozkoszy. Rozchyliłam usta, aby mógł swobodnie wtargnąć do nich swoim językiem. Całowaliśmy się namiętnie, a nasze języki toczyły ze sobą walkę. Serce biło mi dwa  razy szybciej, do głowy uderzała mi adrenalina, bo przecież nie powinnam, ale pragnienie jego, jego całego było zbyt silne. Jedną ręką przyciskał moje ręce do ściany,a drugą zaczął odbywać podróż po moim ciele. Przesunął palcami po moim brzuchu,który okrywał tylko cienki koronkowy materiał, zanurzyłam się w rozkoszy, którą dawał mi delikatny dotyk opuszków jego palców.
- Mogę wiedzieć co się tu dzieje? - spragnieni oderwaliśmy się od siebie łapczywie chwytając powietrze, pod wpływem surowego tonu głosu. Kilka metrów od nas stał profesor Perry z surową miną wpatrywał się w nas.
- Myślę, że nic co mogłoby pana zainteresować panie profesorze. - odpowiedziałam oschle i odeszłam ciągnąć za sobą Brada za rękę.
- Od tej strony cię nie znałem. - powiedział głosem pełnym niedowierzania.
- I jest jeszcze wiele rzeczy, których o mnie nie wiesz odpowiedziałam tajemniczo.
Gdy wyszliśmy ze szkoły znów przycisnął mnie do ściany opierając ręce po dwóch stronach mojej głowy.
- Mam na ciebie ochotę. Ciebie, alkohol. Chodźmy do klubu, chce zobaczyć cię w tańcu. - uśmiechnęłam się zadziornie.
-  Myślę,że to niezłe połączenie.

***********************************************************************************
Hej kochani witam was już w nowym roku i z nowym rozdziałem w którym dużo się dzieje. Jak tam u was po świętach? Zapraszam was do zakładki z Bohaterami gdzie pojawił się wizerunek dobrze znanej wam postaci i zapraszam na wspaniałego bloga http://you-belong-to-me-justin-selena.blogspot.com, jest już siedem rozdziałów. I jak już jesteśmy przy siódemce to chciałabym wam polecić trylogię, którą niedawno przeczytałam " Znak siedmiu" autorstwa Nory Roberts.
To już chyba wszystko, mówcie co sądzicie o rozdziale.
Pozdrawiam i życzę wszystkim miłych ferii.
xoxo  







 
  


 

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział VI

 Rozdział z dedykacją dla  Abi i Lauren Coolness :*
Brunetka weszła do pokoju mocno trzaskając przy tym drzwiami
- Czyżby przesłuchanie nie poszło po twojej myśli i śpiewasz w duecie z tą tlenioną blondynką? - spytała złośliwie Angel nie odrywając wzroku od książki, którą aktualnie czytała. 
"Pieprzona Angel i jej pieprzona nieomylna intuicja"- pomyślała dziewczyna i cisnęła torbę na łóżko.
- Nie moja wina, że w tej jebanej szkole oprócz nas i tych ćwoków nie ma żadnych utalentowanych osób. - odburknęła. Była strasznie wkurzona, sama myśl, że tyle czasu będzie musiała z nim współpracowała przyprawiała ją o nieprzyjemny dreszcz .
- Czy ty właśnie nie bezpośrednio powiedziałaś, ze twój książę na białym koniu nie jest utalentowany? - blondynka cały czas dolewała oliwy do ognia wiedząc czym to się skończy, ale uwielbiała wkurzać przyjaciółkę i pewnie, gdyby nie Rydel, Laura już dawno wydrapała by jej oczy.
Laura mająca obsesję na punkcie swojego chłopaka, nienawidziła, gdy ktoś go obrażał i już miała wybuchnąć, ale jak to zwykle w takich sytuacjach wtrąciła się Rydel.
- Angel nie prowokuj Laury nie jesteśmy w przedszkolu, a ty Laura nie denerwuj się tak, bo przesadzasz. - powiedziała znudzonym i spokojnym głosem nie odrywając wzroku od czasopisma.
Laura naburmuszyła się jeszcze bardziej, a blondynka tylko przewróciła oczami.
- No to co opowiesz nam jak to się stało, że musisz śpiewać z tym kretynem czy będziesz tak tu siedziała obrażona?- spytała do tej pory milcząca Vanessa malując paznokcie.
- Przecież już wam powiedziałam w tej szkole nie ma nikogo na tyle zdolnego.
- Czyli on jest na tyle zdolny? - Angel znów ją podpuszczała, a Laurę jeszcze bardziej szlak trafiał, wzięła głęboki wdech i wycedziła przez zaciśnięte zęby.
- Tego nie powiedziałam. Po prostu był z nich najlepszy.
- Czyli jednak jest w czymś najlepszy.
"Zaraz jej jebnę" - pomyślała dziewczyna wbijając paznokcie w łóżko. Laura zawsze miała problemy z opanowaniem emocji, szczególnie jeśli chodzi o te negatywne emocje, a Angel oprócz nie omylnej intuicji zawsze posiadała też niewiarygodną umiejętność denerwowania innych. Razem tworzyły mieszankę wybuchową, ale  trochę innym sensie niż Angel i Vanessa.
- Boże, żebyś wiedziała jak bardzo czasami mam ci ochotę wyjebać.
- Tak mocno jak Rossowi czy bardziej?
- ANGEL!- krzyknęła cała już czerwona ze złości Laura.
- To ja. - odpowiedziała spokojnie wciąż pogrążona w lekturze.
- Ja cie kiedyś zabije - powiedziała opadając na łóżko ze zmęczenia.
- Tsa też cie kocham.
- O KURWA!. - krzyknęła Vanessa. Dziewczyny popatrzyła na nią pytająco, trochę zmartwione.
- Paznokcie mi nie wyszły. - powiedziała wzruszając ramionami.
 Angel rozbawionym wzrokiem popatrzyła na Laurę, a ta na Rydel i roześmiały się szczerze, a po chwili patrzenia na nie jak na idiotki dołączyła do nich Vanessa.
Pierwszy raz od dawna przyjaciółki spędziły razem miły wieczór, śmiejąc się, bez kłamstw rozmów o chłopakach i bez żadnego napięcia, tak  jak kiedyś, gdy wszystko było prostsze, ludzie nie wydawali się nie być tacy źli, a one nie doświadczone przez życie, otwarte na nowe znajomości, nie skażone intrygami, kłamstwami ... jakby lepsze ...
Oczami Angel
 Znów ten okropny dźwięk, który sprawia, że mam ochotę wyrzucić telefon za okno. Nie wstaję nie wstaję nie wstaję ...
-  Kurwa !Angel wyłącz wreszcie to gówno bo jak nie to przysięgam, że spuszczę to w kiblu. - jakby sama nie mogła ruszyć dupy. Z głową przykrytą kołdrą, gdy wreszcie dosięgnęłam telefonu, po omacku wyłączyłam ten cholerny budzić i szczelniej otuliłam się kołdrą.
- Ness!!! Rusz dupę ,trzeba iść do szkoły. - krzyknęłam trochę za głośno.
- Sama sobie idź do szkoły, ja nigdzie nie idę.- powiedziała ziewając. Przewróciłam oczami i przewróciłam się na drugi bok.
- W sumie to możemy dzisiaj nie iść do szkoły, tylko musisz potem pójść na zajęcia teatralne. - zerwałam się z łóżka.
- Nooo - mruknęła powoli się podnosząc. - A tak w ogóle to gdzie są dziewczyny? 
- Zawsze w czwartki chodzimy na 10.00 i pierwszy mamy hiszpański, a Laura i Rydel godzinę wcześniej, bo mają jeszcze chemię.
- A no tak. To ty idź się ubierać, potem ja i może pojedziemy sobie na zakupy? - zaproponowała cały czas ziewając.
- Okey, dawno nie byłyśmy razem na zakupach. - wstałam, zabrałam ubrania i ruszyłam do łazienki się szykować.
***
Oczami Vanessy
Liam, Liam, Liam ... Mam wrażenie, że zaraz zwariuję. Nikt, nigdy tak nie zajmował moich myśli jak on. Ciągle o nim myślę, nie mogę spać, jeść, skupiać się na lekcjach, nawet zakupy, które kiedyś były moim hobby nie sprawiły mi takiej radości jak zwykle, przez niego. To naprawdę męczące, nie móc się na niczym skupić z czyjegoś powodu. Moje myśli ciągle zajęte, przez niego, doprowadzają mnie do szału. Na ogół jestem osobą, która tłumi w sobie uczucia, ale bywają takie dni kiedy po prostu wybucham i ten dzień właśnie do takich należał. I dlatego nie wiem czy te zakupy z Angel były dobrym pomysłem. Angel może wydawać się być opanowana, zamknięta w sobie, ale tak naprawdę jest bardzo emocjonalna, wybuchowa, uczuciowa ... Zawsze mówi to co myśli i ma problemy z panowaniem nad sobą i chociaż wie, że czasami mam takie dni kiedy też nie panuję nad sobą i wszystko mnie wkurza, czasami jest jej ciężko ugryźć się w język. Taka już była, uparta, wybuchowa, z nie wyparzoną gębą i po części za to też ją kochałam. Siedziałyśmy w kawiarni czekając na swoje zamówienie, obie zamyślone, w swoim świecie. U niej to normalne, u mnie nowość. Według mnie pisarze to ludzie, którzy w swojej głowie mają swój własny lepszy świat, w którym sami mogą o wszystkim decydować, świat zwany wyobraźnią. Czasami zastanawiam się, co się dzieje w jej głowie, gdy tak odpływa, jak wygląda jej idealny świat. O czym marzy? O czym myśli? Może o jednej z książek, które ostatnio przeczytała, albo tym kretynie, a może wymyśla jakąś nową historię. Sama czasami chciałabym przenieść do takiego swojego własnego idealnego świata, ale niestety stwórca nie obdarzył mnie wyobraźnią. Z zamyśleń wyrwała mnie kelnerka, która postawiwszy nasze latte na stoliku bez słowa oddaliła się.
- Wiesz co? Tak sobie myślałam jak to możliwe, że ty - zmierzyła mnie wzrokiem - po tych wszystkich  złych rzeczach, które cię w życiu spotkały, zakochujesz się w takim dupku jak Liam. - powiedziała patrząc na mnie nieobecnym wzrokiem. Czasami się zastanawiam, jak ona to robi. Tak dobrze zna moje uczucia, których istnieniu ja sama przed sobą zaprzeczam. Skąd ona to wszystko wie? 
- Skąd wiesz, że się w nim zakochałam? - uśmiechnęła się pobłażliwie.
- Wiesz może myślisz, że skoro przez moje złamane serce zgorzkniałam to masz rację, ale to nie znaczy, że tam w środku przestałam być sobą, tą samą beznadziejną romantyczką co kiedyś. Widzę to w twoich oczach, widzę to w twoim zachowaniu, w tym jak mówisz i jak podochodzisz do wszystkiego, od kiedy go zobaczyłaś. On robi z ciebie kogoś innego. Przez tyle lat naszej przyjaźni zdążyłam zauważyć, że tylko jeżeli kochasz jakiegoś chłopaka, a raczej jesteś w nim zakochana lub naprawdę ci na nim zależy robisz się nieśmiała, czerwienisz się , zachowujesz jak idiotka. Nie chodzi o to, że się przed nim chowasz, ja po prostu słyszę tą głęboko ukrywaną nutkę niepewności w twoim głosie, kiedy on jest w pobliżu. Jesteś wtedy jakaś inna, zupełnie jak nie ty. I szczerze to sama nie wiem czy to dobrze. I czuję, że ten chłopak nie jest do końca zepsuty, ma w sobie coś dobrego, ale to nie sprawia, że powinnaś rzucić mu się w ramiona. - Są takie chwile, gdy tak sobie myślę " Kurwa jak to możliwe że ona jest tak kurewsko inteligentna?"
- A może jednak zamiast pisarką zostaniesz psychologiem? - zaproponowałam , na co tylko się uśmiechnęła, wzięłam łyk latte.
- Wiesz może to dobry pomysł. Przydałaby ci się dobra terapia. - Uniosłam brwi.
- To miał być hejt?
- Nie, raczej rada.
- Wiesz co? Czasami tak sobie myślę, że za dużo myślisz. - stwierdziłam, na co blondynka roześmiała się.
- A co powinnam się wyłączać jak ty? - zmierzyłam ja wzrokiem.
- Dopsze.
- Ej! Nie wiem jak ty, ale ja to bym sobie dzisiaj poszła do klubu na imprezę. - oznajmiła, uśmiechnięta.
- Jasne, a jutro znowu wagary? - przewróciła oczami.
- A co ty od dzisiaj święta jesteś. Nie pierdziel tylko idziemy na imprezę. Która jest godzina?- odblokowałam telefon.
- 12:30
- No i świetnie. Pójdziemy teraz na obiad, potem ty pójdziesz na teatralne, a o 18:00 idziemy do klubu, to już postanowione.

* Próba do spektaklu 15.00* Szkoła
Ogólnie jestem profesjonalistką, nic nie jest w stanie mnie rozproszyć w pracy, ale Liam ... On działa na mnie jak narkotyk, moja własna odmiana heroiny. Od kiedy dowiedziałam, że on i ja zagramy tytułowych Romeo i Julię, zupełnie odechciało mi się aktorstwa. Przy nim zupełnie nie mogę się skupić, gdy jest obok mnie czuję jakby cały świat znikał tylko ja i on. Nigdy nikogo tak bardzo nie pragnęłam . Przy nim jestem inna. Zachowuję się jak jakaś głupia zakochana nastolatka. Ślinię się na jego widok jak jakiś buldog. Naprawdę nie chcę żeby tak było, ale po prostu nie jestem w stanie z tym nic zrobić, gdy go widzę kolana same się pode mną uginają. Już to widzę: ja siedzę na scenie pogrążona w rozmyśleniach i nagle wchodzi on tak kurewsko przystojny, przeczesze ręką włosy i puści mi oczko, ja będę udawała obojętną i lekceważąco przewrócę oczami i powiem coś w stylu :
- Możemy już zaczynać? Nie chcę spędzić tu z tobą całego dnia. - drugie zdanie będzie całkowicie prawdziwe, ponieważ chętnie spędziłabym z nim tu nie dzień, ale tydzień albo miesiąc. On uśmiechnie się łobuzersko i odpowie coś w stylu:
- Oczywiście kotku, jeśli tego właśnie chcesz. - a błysk w jego oczach i sposób w jaki powie "kotku" sprawi, że roztopię się jak czekolada. Ale oczywiście nie chcąc się zdradzić, nachmurzę się i powiem
- Nie mów do mnie kotku.-  I tak właśnie było. Na próbie ciągle myliłam tekst z czego Liam tylko się śmiał. Całe szczęście, że nie ćwiczyliśmy żadnej sceny z pocałunkiem, tego moje serce już by
 nie wytrzymało. Jeszcze jakby tego było mało Angel napisała mi że musimy się jak najszybciej spotkać, mam nadzieję, że nie stało się nic złego.
- To co, może już skończymy na dzisiaj? Bo widzę, że to nie twój dzień. - zaproponował z uśmiechem, na co tylko skinęłam głową. Zabrałam torebkę i zeszłam ze sceny. Stanęłam przy drzwiach odwróciłam się do niego i powiedziałam:
- Do jutra. - w zamian za co obdarował mnie tym jego pięknym uśmiechem
- Do jutra.

*Kochałam dotąd? Nie, serce się myli. Miłość poznałam dopiero w tej chwili

                                               Oczami Angel

Siedziałam czytając "Bezmyślną", byłam już przebrana uszykowana, była 16:40 a na imprezę miałyśmy jechać dopiero o 18:00. Byłam całkowicie pogrążona w wspaniałej  lekturze, kiedy nagle usłyszałam cichutkie, gdyby nie cisza panująca w pomieszczeniu niesłyszalne pukanie do drzwi. Niechętnie podniosłam się z fotela i ruszyłam do drzwi. Otworzyłam drzwi i nikogo tam nie zastałam, wkurzyłam się, że pewnie znowu jakieś bachory robią głupie żarty, ale na podłodze zauważyłam kopertę podpisaną " Laura, Vanessa, Rydel i Angel" krwistość tuszu jakim została podpisana nie wróżyła nic dobrego. Trzasnęłam drzwiami i zabrałam się do czytania kartki.
Na chwilę mnie zamurowało, ale musiałam zachować zimną krew. Napisałam do dziewczyn, zabrałam torebkę i zadzwoniłam po taksówkę. Musiałam się jak najszybciej spotkać z dziewczynami.
* 20 minut później* Szkoła
Szłam szybkim krokiem, nagle zauważyłam Vanesse.
- Angel co jest? Co się stało? - wydawała się być zmartwiona, wręcz przestraszona.
- Później ci wyjaśnię dziewczyny na nas czekają w piwnicy. - otworzyła usta chcą coś powiedzieć, ale widząc moją poważną minę zamilkła. W piwnicy czekały na nas już Rydel i Laura.
- Co się stało Angel? Coś złego? Dlatego wyciągnęłaś nas z zajęć? I dlaczego akurat piwnica? - pytała Laura.
- Po prostu to przeczytajcie. - podałam im kopertę.

Dawno dawno temu w idealnej krainie żyło pięć pięknych i uzdolnionych księżniczek. Cztery z nich nie lubiły czwartej najważniejszej księżniczki, najmniejsza z nich Lawena chcą zająć jej miejsce postanowiła ją zabić. Zrobiła to w nocy, gdy Isabella wyprawiała swoje przyjecie urodzinowe na statku, popchnęła ją a czwarta księżniczka wypadła za burtę i utopiła się w zimnym oceanie. Pozostałe księżniczki pomogły jej w  zbrodni. Szybko wróciły na ląd i udawały, że tej nocy nie było ich na jachcie a wypadek Isabelli to nieszczęśliwy wypadek. W ten sposób stały się jeszcze sławniejsze i nikt nie był ważniejszy od nich, a Lawena wreszcie zdobyła to czego zazdrościła Isabelli najbardziej chłopaka. I żyły długo i szczęśliwie.
Chciałybyście co? Nie ma tak dobrze suki, wynieście się z tond albo wszyscy poznają wasz brudny sekrecik i nie tylko ten.
xoxo
***********************************************************************************
Hej kochani :**
Wreszcie jest rozdział,krótki, ale wreszcie się coś dzieje. Teraz pewnie pomyślicie sobie, że kopiuję PLL, ale tu nie będzie żadnego A ani R. Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał bo ostatnio prawie w ogóle nie mam weny. Ale udało się, następny pojawi się kiedy tylko będę maiła trochę wolnego czasu i chęci. Jak tam w szkole? Też wam się już tak nie chce? Mi strasznie. Dziękuje za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem jesteście kochani :3
To chyba wszystko teraz żegnam się i idę się uczyć, tak mam jutro sprawdzian z geografii jejj 
Pozdrawiam xx
Ps. Też nie możecie się już doczekać świąt?

czwartek, 22 października 2015

Rozdział V

Oczami Laury
 - Panno Marano nie spodziewałem się po pani takiego zachowania. - powiedział surowo dyrektor.
- I tylko dlatego, że do tej pory pani zachowanie było nienaganne, nie wyciągnę konsekwencji.
- Natomiast pan panie Marin ... Pana proszę, żeby nie prowokował pan więcej koleżanek. - uśmiechnęłam się chytrze pod nosem.
- A teraz już wam dziękuję, możecie wracać na lekcje. - wstałam przewracając oczami ze stoickim spokojem wyszłam z gabinetu, wpychając się przed Rossa.
- Kobiety mają pierwszeństwo jakbyś nie wiedział - syknęłam, gryząc się w język przed obrażeniem go przy dyrektorze. Nic nie odpowiedział, tylko trzaskając drzwiami zawołał 
- Do widzenia. - ruszyłam w stronę pracowni chemicznej, ale nagle poczułam jak czyjeś palce zaciskają się na jej nadgarstku. Odwróciłam się.
- Jeszcze ci mało. Myślałam, że złamany nos to wystarczająca nauczka dla ciebie, żeby nie cieszyć swojej krzywej japy z powodu czyjegoś cierpienia i dla twojego kolegi jak skończy następnym razem jeżeli nie zrobi czegoś ze swoim nie wyparzonym jęzorem.
- Marano, gdyby nie to, że nie biję dziewczyn pożałowałabyś tych słów, oj pożałowała. -
- Nie próbuj mnie zastraszać, bo się ciebie nie boje. Jedno moje słowo i wylatujesz ze szkoły. 
- Zawsze byłaś taką snobką czy tylko teraz się tak popisujesz, co jest totalnie żałosne - odgryzł się. Wow jaki pocisk, naprawdę pierwsza klasa.
- "Totalnie żałosne" - przedrzeźniałam go - Mówisz jak dziewczyna. - wyśmiałam go. Zacisnął usta w linię. Boże jak on mnie wkurza, już rozumiem dlaczego przyjaźni się z Bradem. Ten sam poziom inteligencji, ten sam poziom chamstwa, wszystko jasne. Teraz tylko współczuję Rydel, że będzie musiała z przyjacielem tych kretynów pracować. Gdybym ja miała z takim Rossem ... aż mnie dreszcze przeszły na samą myśl.
- Chciałabyś mieć coś z dziewczyny, nie? Ale niestety - pokręcił głową z udawanym współczuciem - Twoim starym nie wyszło. - Aż się we mnie zagotowało. Chyba już zdążył się zorientować, że szybko się denerwuję i robi to specjalnie. Kolejny raz tego dnia zamachnęłam się na niego ze złością, ale złapał mnie mocno za rękę i przyciągnął do siebie.
- Nigdy więcej nie podnoś na mnie ręki, bo moja cierpliwość może się w końcu skończyć - wyszeptał mi zmysłowym tonem do ucha. Było to zarówno przerażające co seksowne.
- Laura ...- usłyszałam za sobą niski głos, natychmiast wyrywając się z jego uścisku. Rachel. No to koniec. Pewnie za chwilę cała szkoła będzie wiedziała co się tu wydarzyło, a przynajmniej z jej perspektywy. Cała szkoła ... Matt! Boże jak on się o tym dowie ... Ross mam przejebane. Ja zresztą też.
- Rachel? Co ty tu robisz? - spytałam zaskoczona.
- Pani Brown ( jedyna nauczycielka w naszej szkole) kazała mi iść sprawdzić czy wszystko z tobą w porządku. - wyjaśniła, nie była ani trochę zmieszana, wręcz przeciwnie, zadowolona z siebie. No tak, nowa sensacja to coś niesamowitego dla szkolnej plotkary. Dlaczego musiała wybrać akurat ją? Dlaczego nie mogła to być Rydel albo Kate ( koleżanka z kółka chemicznego)?
- Tak wszystko okej. Właśnie rozmawialiśmy, ale już skończyliśmy więc możemy wracać na lekcję - powiedziałam i nie czekając na ich reakcję szybkim krokiem ruszyłam do sali chemicznej. Nie chcę stracić Matta, za bardzo mi na nim zależy. Najlepiej by było gdybym sama mu wszystko opowiedziała, ale przecież on jeszcze nie wrócił tego meczu wyjazdowego. Oczywiście to nie powstrzymuje tej pieprzonej plotkary od przekazania nowych super newsów wszystkim uczniom naszej szkoły. Nie powinna rozpowiadać o nas żadnych plotek, ale ona i tak się do niczego nie przyznaje. Resztę chemii spędziłam na rozmyślaniu o Macie i na posyłaniu Rydel pytających spojrzeń, ponieważ od kiedy tylko weszłam do klasy wbijała we mnie zabójcze spojrzenia. Nigdy nie widziałam jej takiej wkurzonej czyżby słyszała już nowe ploteczki? Nie Rydel nie słucha plotek, pewnie chodzi o to, że nienawidzi przemocy, a ja dzisiaj … Podsumowując ten kwadrans, gdy Dells rzucała mi wkurzone spojrzenia wydawał się trwać nieskończoność. Gdy tylko usłyszałam upragniony dźwięk dzwonka, zgarnęłam książki z ławki i zerwałam się z miejsca.
- Pojebało cię? Złamać nos chłopakowi? Nie no, pogięło cię do reszty? - była naprawdę wkurzona, Rydel rzadko przeklina. Zmarszczyła brwi i zacisnęła usta. Ojejku no nieźle trochę przesadziłam, ale nie przesadzajmy.
- No może mnie trochę poniosło, ale mu się należało. - otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale pojawiły się Angel i Vanessa, które w tej kwestii najwyraźniej się z nią nie zgadzały.
- Z tej strony to cię siostrzyczko nie znałam – wyszczerzyła się Ness.
- Widziałyśmy Rossa i powiem ci, że myślałam, że jak mu tak porządnie dowalisz to może zmądrzeje,ale nic z tego. Nadal odbijało mu się echo w jego pustej czaszce – we trzy wybuchłyśmy śmiechem, a Rydel tylko skarciła nas spojrzeniem.
 Oczami Angel
 Laura opowiedziała nam sytuację mającą miejsce na sali gimnastycznej, u dyrektora i to co zobaczyła Rachel. 
- No no Lau nieźle. Wreszcie zrozumiałaś, że już pora wymienić Matta na nowszy model. - powiedziałam specjalnie, brunetka zawsze była przewrażliwiona jeżeli chodzi o jej związek z Mattem, czasem nawet wydaje mi się to chore.
- Nie mam zamiaru go na nic wymieniać, Kocham go. A poza tym nigdy w życiu za żadne skarby świata nie chciałabym być z tym tlenionym kretynem. - jak ja uwielbiam ją wkurzać, czasami to nawet ciekawsze niż wkurzanie Vanessy.
- Nie irytuj się tak bo złość piękności szkodzi kochanie - powiedziałam sarkastycznie.
- Angel powiedziałam nie i koniec kropka. Powiedziałam że nie mam zamiaru zdradzać Matta i tego nie zrobię, dotarło. - prawie się na mnie wydarła. Mówiłam, że to chore, a poza tym jak mogła pomyśleć, że naprawdę chce żeby spotykała się z najlepszym przyjacielem mojego wroga czyli tez moim wrogiem. To przecież idiotyczne.
- Spokojnie Lau uspokój się. Serio myślałaś, że chcę cie pchnąć w jego paskudne łapska i uczynić jego dziewczyną? - spytałam lekko zdziwiona i rozbawiona.
- No ale o co ci chodzi? Przecież wiesz, że jestem przewrażliwiona na punkcie mojego związku z Mattem i jeszcze się ze mną drażnisz. - nachmurzyła się.
- Oj Lau - zaśmiałam się i przytuliłam ją - Błagam cię jesteś za mądra na związek z tą* tlenioną blondi. 
- Ja wiem, mam największy iloraz inteligencji w całej szkole. - powiedziała dumnie. 
- I do tego jesteś ogromnie pruderyjna - dodała Ness.
 - Przecież wiem
***
Przekręciłam kluczyk zamykając szafkę. Jeszcze tylko kółko z literatury i wracam do domu, jestem padnięta.
- Jezu!! Odbiło ci?! - wydarłam się na Brada który znikąd pojawił się, gdy zamknęłam szafkę.
- Wystarczy Brad, chociaż " Jezu" tez może być, w końcu jestem Bogiem seksu.
- Napewno - prychnęłam.
- A może chcesz się przekonać, co? - spytał i puścił mi oczko.
- Napewno - prychnęłam jeszcze bardziej sarkastycznie, przewracając oczami.
- I tak wiem, że mnie pragniesz kotku. - powiedział zmysłowo. Ohh nawet nie wiesz jak Boże o czym ja myślę. Nie ten kretyn mi się już nie podoba. - próbowałam sobie wmówić.
- Chciałbyś. - starałam się utrzymywać obojętny ton, przyśpieszając.
- Nie masz innych zajęć niż dręczenie mnie? - spytałam łaskawie obdarzając go spojrzeniem. Cały czas dotrzymywał mi kroku, klasa była na wyciągnięcie ręki.
- Ależ kotku ja cię nie dręczę. Idę z tobą na zajęcia z literatury. - popatrzyłam na niego zdziwiona. 
- Czy ty próbujesz mi powiedzieć, że chodzisz na zajęcia z literatury? - proszę tylko nie mów, że tak. Proszę proszę proszę ...
- Tak. Od dzisiaj tez chodzę na to kółko. Mam nadzieję, że jesteś dobrą nauczycielką. Cieszysz się? - NIEEE...! - krzyczałam z całych sił w myślach.
Właśnie odbiera mi przyjemność z „pracy”, zawsze uwielbiałam prowadzić to kółko, teraz to będzie jakaś masakra, czego oczywiście nie dam po sobie poznać.
- Jak cholera – mruknęłam, weszliśmy do klasy, a ja zajęłam miejsce, które podczas normalnych zajęć zajmuje nauczyciel.
- Cześć. Jak widzicie od teraz na nasze zajęcia będzie uczęszczał również Brad, mam nadzieję, że pomożecie mu się zaaklimatyzować. - starałam się mówić obojętnym głosem.
- Na dzisiejszych zajęciach tak jak wcześniej mówiłam omówimy książkę „Upadli” mam nadzieję, że wszyscy ją przeczytaliście bo jest naprawdę świetna, to oryginalna opowieść o prawdziwej miłości, której nikt ani nic nie jest w stanie zniszczyć, ale zanim do tego przejdziemy powiedzcie mi jak wam idzie pisanie opowiadań w tematyce fantastycznej? - ledwo się zaczęło a ja już mam dość, czuję jak cały czas wlepia we mnie wzrok, ale ja się tak nie dam. Nie zrezygnuję z tego prze niego. O, nie. Tego może być pewien. Ja tak szybko się nie poddaje, ze mną się nie zadziera.
Rydel 
Weszłam przebrana do sali od tańca. Był tam już, nie spóźnił się. Byłam pod wrażeniem,  myślałam, że nie potraktuje tego poważnie i będę musiała zrezygnować. Może nawet nie jest taki zły . Co ja gadam? Brat kogoś tak okropnego, do tego podobny, nie może być dobry. Czułam się trochę dziwnie, nieswojo, wczoraj byłam zupełnie wyluzowana. A dziś? Spięta, zdenerwowana, nieswoja. Jeżeli chodzi o chłopaków , których, opieprzałam albo których nie lubiłam albo tylko i wyłącznie kolegów nie czułam się przy nich źle, wręcz przeciwnie, ale jeżeli miało dojść do jakiś zbliżeń, pozytywnych uczuć to były dla mnie tortury. Bałam się takich uczuć, one raniły. A ja jak każdy normalny człowiek bałam się takich uczuć, to był jeden z moich lęków, a Angel jedyny. Tyle, że ja bałam się uczuć tylko jeżeli chodzi o chłopaków, a ona zamykała się przed wszystkimi oprócz nas. Może to właśnie dlatego miałam tylko jednego chłopaka i to takiego podobnego do mnie, z którym mogłam czuć się swobodnie. A z nim miałam tańczyć, a taniec jest pełen uczuć, zbliżeń. A co będzie jeżeli coś do niego poczuję? Przecież z takim jak on nie da się stworzyć szczęśliwego związku. Tacy jak on w ogóle nie potrafią stworzyć związku. Mogła bym spróbować nic nie czuć, ale nie mogę. W tańcu uczucia są bardzo ważne. Byłam w kropce : jak się nie zaangażuję uczuciowo wyjdzie beznadziejnie; jak się za bardzo zaangażuje ... No i co ja mam teraz niby zrobić? Dobra spokojnie Rydel , nie panikuj, będzie ...
Moje rozmyślania przerwało odchrząknięcie Davida, otrząsnęłam się
- Tak?
- Mówiłem " Cześć".
- Przepraszam zamyśliłam się  - odparłam szczerze. - Możemy już zaczynać. Na początek pokażę ci jak wygląda cały układ, a potem po kawałku bo przećwiczymy.- powiedziałam a on tylko pokiwał głową. Zachowywał się jakby ta sytuacja rano się nie wydarzyła. Ja zresztą też. Byłam za bardzo spięta na wywoływanie kłótni. Poczułabym się jeszcze gorzej. Włączyłam muzykę, ustawiłam się przed lustrem i zaczęłam tańczyć. Gdy tańczyłam czułam,  że żyję, czułam się jak ryba w wodzie. Nic dawało mi takiej przyjemności, nie dodawało tyle pewności siebie co taniec. Byłam wtedy w pełni szczęścia, byłam w swoim własnym świecie. Czułam jak cały czas lustrował mnie wzrokiem. Oddałabym wszystko, żeby wiedzieć o czym wtedy myślał. O dziwo nie czułam się nieswojo, gdy tak tańczyłam a on badał mnie wzrokiem. To dziwne, jeszcze przed chwilą miałam ochotę zapaść się pod ziemię, a teraz? Nigdy nie czułam się w tańcu lepiej. Może to jego obecność tak na mnie działa? Ale przecież przed chwilą ... To pewnie było przez zdenerwowanie. Ale co takiego mógł mieć w sobie ten chłopak, że czułam się przy nim tak dobrze jak przy żadnym innym? Nie mogę się do niego zbliżać, ten chłopak z daleka śmierdzi kłopotami. A co jakbym mu przez przypadek coś wygadała ... To był by koniec mój i dziewczyn, koniec szkoły, marzeń ... Muszę trzymać go na dystans choćby nie wiem co. Postanowiłam coś sobie i muszę tego postanowienia dotrzymać, chociaż nie wiem czy dam radę, czy pokusa nie będzie zbyt silna ...

Oczami Vanessy
Przesłuchanie do szkolnego przedstawienia wydawało się trwać w nieskończoność. Na zakończenie roku jak zwykle mieliśmy wystawić " Romeo i Julia". Zazwyczaj ja zajmowałam się sprawami organizacyjnymi, tym razem jednak nasza pani od zajęć teatralnych przekonana o moim niezwykłym talencie postanowiła , że w tym roku to ja powinnam zagrać tytułową Julię. Oczywiście z uśmiechem na ustach przyjęłam tą rolę, bo jak to mówią lepszy rydz niż nic. Przygnębiona trudnościami w znalezieniu roli w poważniejszej produkcji i zmartwiona problemami ze znalezieniem idealnego Romeo, całe przesłuchanie przesiedziałam naburmuszona. Przez scenę przewinęło się mnóstwo kandydatów do tej roli, żaden jednak nie odpowiadał wymaganiom moim ani jury. Pod koniec przesłuchania zjawił się ktoś kogo się kompletnie nie spodziewałam, ktoś przy kim zawsze odejmowało mi mowę. Liam wszedł na scenę dziarskim krokiem i z uśmiechem na ustach przywitał się, i zaczął odgrywać swoją rolę. Był całkiem niezły, co ja mówię? Był świetny. Przebił wszystkich wcześniejszych kandydatów, dlatego pani Lovato od razu, gdy skończył ogłosiła, że rola Romea została już obsadzona i reszta może już odejść, pewna, że nie znajdzie się lepszy aktor od niego.
- Gratuluję. Niezmiernie się cieszę, że zyskaliśmy takiego zdolnego aktora, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyłeś. - Aha? Czyli już został jej nowym pupilkiem? Dlaczego ci cholerni faceci zawsze robią wokół siebie tyle zamieszania? I dlaczego on jest tak cholernie przystojny?  
- Dziękuję, ale naprawdę przecenia pani moje zdolności. To była moja pierwsza próba aktorska. Nie spodziewałem się, że dobrze mi pójdzie. - Ehe jasne bo uwierzę, takie rzeczy trenuję się latami. Nigdy nie uwierzę, że dzisiaj pierwszy raz próbował aktorstwa, chyba, że jest jakimś aniołem  moim aniołem stróżem  i wszystko zawsze wychodzi mu idealnie.
- Ależ drogi chłopcze nie bądź taki skromny, masz prawdziwy talent. A teraz poznaj proszę dziewczynę o równie wielkim talencie aktorskim. To Vanessa. - no tak to trochę niezręczne. Powiedzieć jej, że już się znamy czy nie? Nie, zapytała by się skąd i ...
- Miło mi cię poznać. -powiedziałam zanim on zdążył coś zrobić i  uśmiechnęłam się życzliwe. Popatrzył na mnie podejrzliwie, ale chwilę później wyciągnął rękę ucałował moją dłoń i powiedział:
- Mi również - uśmiechnął się czarująco, a pode mną ugięły się kolana.
- Macie trzy miesiące podczas, których będziecie ćwiczyć sami, ponieważ wierzę, że sobie poradzicie, a  później będziecie już ćwiczyć z innymi. Co tydzień w piątek będę sprawdzała efekty waszej współpracy, chcę poczuć te emocję, tą miłość między wami. Popracujcie na tym. - powiedziała i zanim, zdążyła coś powiedzieć wyszła. Zmierzyłam go spojrzeniem i skrzyżowałam ręce na piersiach.
- No co? - zapytała udając zdezorientowanego.
- Gówno - nie mam zamiaru się z nim zaprzyjaźniać, to będzie tylko praca. Obiecałam sobie, że nie pozwolę żeby żaden facet więcej mnie skrzywdził, a on z całą pewnością skrzywdził już nie jedną.
- Jutro po lekcjach spotkamy się tutaj. I nie krzycz na mnie jak się spóźnię bo tego nienawidzę, a ja zawsze się spóźniam i z twojego powodu nie zamierzam tego zmieniać.- żeby nie zostać skrzywdzonym trzeba nie angażować się uczuciowo, co normalnie byłoby dla mnie łatwizną, ale to nie była normalna sytuacja. Ten chłopak sprawiał, że nie czułam już tej nie chęci do facetów, ale ja nie mogłam sobie na to pozwolić, nie mogłam pozwolić na bycie ponownie skrzywdzoną przez kogoś kogo kocham. Nie tym razem ...
***********************************************************************************
Jezus nareszcie. Rozdziału nie było chyba ze dwa miesiące,a to przez to, że pisanie go szło mi jak po grudzie. Kompletnie nie miałam na to ochoty, ani czasu. Mnóstwo pomysłów na różne opowiadania, ale nie na to. Ehh... Ale jak widzicie już jest i postaram napisać coś w sobotę do następnego, bo postanowiłam, że s w Sobote odpoczywam nigdzie nie idę, tylko leże i się opierdzielam, chociaż jeden dzień w tygodniu. Także naprawdę się postaram i mam nadzieję, że rozumiecie i macie podobnie. Doskonale rozumiem, że wam też się nie chcę i zrozumiem jak będzie mało komentarzy, ale w wolnej chwili jeżeli będziecie mogły napiszcie go, żebym wiedziała, czy ktoś jeszcze to czyta.
Co do rozdziału to mam nadzieję że wam się spodobał. No to chyba już wszystko ja lecę się szykować do spania bo rano znowu będę nie przytomna, a wcześniej pouczyć sie na polski (sprawdzian z imiesłowów :/ ) i poczytać lekturę "Kamienie na Szaniec" jak na razie bardzo fajna polecam, czytaliście, co o niej sądzicie?
Ja się już żegnam i tak jak mówiłam obiecuję poprawę (częstsze rozdziały)
Pozdrawiam :***
PS. Jak tam w szkole? Też tak was męczą?
I co sądzicie o nowym teledysku? Ja pomimo, że bardzo lubię Courtney uważam, że za mało R5 za dużo Rourtney. Bo jak dla mnie wyglądało to bardziej jak Ross Lynch ft reszta R5, a nie R5.
Pomijając  to bardzo fajny <3
Kochani jeszcze jedno chciałabym polecić wam tego bloga  http://crazy-in-love-selena.blogspot.com jest już rozdział 1 i prolog zapowiada się świetnie.